A kiedy mam mieć czas dla siebie?

To pytanie pojawia się bardzo często wśród Rodziców. Ale jest trochę mylące. Najczęściej zakładamy, że wychowanie Dziecka to duża praca, wymagająca wielu wyrzeczeń, czasu, pieniędzy i zaangażowania.
Niepisane założenie albo drugie dno albo podtekst tego pytania jest taki, że jest to praca niewarta zachodu. No bo niby dlaczego pytamy kiedy mamy zajmować się sobą?

Zawód Mama i Zawód Tata to też zawód, najstarszy zawód świata jak mówi Glenn Doman. Njacudowniejszy zawód Świata. Nie ma intensywniejszego czasu dla siebie niż czas zajmowania się Dzieckiem w pierwszych latach jego życia. Czas kiedy Dziecko w całości zależy od Ciebie. Czas, który nigdy nie wróci i nigdy się nie powtórzy.

Dlaczego, idąc do pracy, nie pytamy „kiedy zajmę się sobą”? Większość z nas pracuje całe życie zajmując się nieswoimi sprawami. Nawet jeżeli prowadzisz swoje własne interesy, biznes rodzinny lub swoje autorskie projekty to prawie cały czas zajmujesz się nie sobą tylko klientami, pracownikami, organizacją czasu i przestrzeni, finansami. Dlaczego uważamy, że to właśnie Dziecko zabiera nam nasz czas a etat, biznes, dom, szkoła tego nie robią? Dlaczego idą do pierwszej pracy nie pytamy się „kiedy wreszcie będę mógł się zając swoim Dzieckiem”?

Zajmowanie się Dzieckiem ma tak niską wartość w oczach społeczeństwa, że większość z nas podświadomie uważa czas spędzony z Dziećmi za czas stracony.

Ten schemat myślenia należy w sobie zmienić. Inaczej nigdy nie odkryjemy głębi Rodzicielstwa, nieskończoności Dzieciństwa i ról jakie spełniamy całym swoim życiem pomiędzy poprzednim a następnym pokoleniem.

Co by było gdybyśmy wszyscy uważali bycie Rodzicem za największy zaszczyt świata i za bycie Rodzicem dostawalibyśmy ogromne pieniądze, medale i ordery a Rodzina i znajomi klękaliby przed nami w pokorze i zachwycie? Co by było gdyby Zawód – Rodzic był by zawodem numer 1 na liście najbardziej pożądanych zawodów świata ?

Stańcie się znowu dziećmi, róbcie szalone rzeczy, takie jakie robiliście kiedy mieliście tyle lat ile teraz mają wasze Dzieci. Przypomnijcie sobie jak to jest być Małym Dzieckiem. Spójrzcie znowu na świat z odwagą i z nieskończoną ciekawością. Odgruzujcie swoje wewnętrzne Dziecko. Wyciągnijcie je spod lęków i przekonań zupełnie nienaturalnych dla człowieka.

To, że niektórych osób lub zjawisk się boimy to nie znaczy że się od nich nie uczymy i że kontakt z nimi, choćby pośredni nas nie rozwija albo, że nie jest nam potrzebny. Bardzo często strach jest nam bardziej potrzebny do rozwoju niż rozleniwiające i złudne bezpieczeństwo.

Ale czy to na pewno działa?

To kolejne pytanie z podwójnym dnem. Oznacza ono tak naprawdę wpojone nam przez pokolenia przekonanie, że istnieje takie coś jak porażka i że porażka jest zła i jak nam coś się nie uda to my też jesteśmy źli. Ocenianie, porównywanie, karanie i kontrolowanie.

Jeżeli prawdziwie i głęboko kochasz to nie odczuwasz potrzeby kontroli. Przesadne dbanie o bezpieczeństwo Dziecka świadczy o własnych lękach i jest sprzeczne z działaniami powodowanymi Miłością.

Na życzenie jednego z Rodziców przeprowadziłem parę chwil temu rozmowę kontrolną z moim ośmiolatkiem. To nie jest część rozmowy, to cała rozmowa.

Ja: They asked me yesterday if you speak English. Do you speak English?
[Zapytali mnie wczoraj czy mówisz po angielsku. Mówisz po angielsku?]
On: I don’t know.
[Nie wiem.]

Mnie to wystarcza. Przeprowadzam takie rozmowy mniej więcej raz na rok. Nawet jeżeli jego znajomość języka jest słaba to wiem dwie rzeczy. Po pierwsze, jak będzie potrzebował to się szybko nauczy do dowolnie wybranego przez siebie poziomu. Po drugie, jego możliwości komunikacyjne są tak wysokie, że dogada się nawet bez dobrej znajomości języka a może nawet bez żadnej znajomości języka. Latem mamy w planach jechać w rumuńskie Karpaty, przy granicy z Węgrami. Oni tam podobno w żadnym języku nie gadają oprócz swojego. Będzie sprawdzian umiejętności komunikacyjnych przy braku umiejętności lingwistycznych. Na pewno zrobię z tego parę filmów. 🙂

Mówiąc jeszcze inaczej, jeżeli pytasz jak kontrolować to co robisz jako Rodzic, żeby wiedzieć czy robisz dobrze dla swojego Dziecka, to ja odpowiadam – pozbądź się lęków. Wszystkich lęków. Przeszkadzają ci w Rodzicielstwie.

Doskonale wykształcony nastolatek, znający doskonale swoją przyszłość zawodową.

Czasami się taki pojawia wśród naszych znajomych i wtedy nachodzą nas wątpliwości.
Jest taki człowiek, albo raczej był (nie pamiętam nazwiska ale jak go znajdę to napewno zrobię o tym krótki film), który zorientował się, że Małe Dziecko uczy się znacznie szybciej niż starsze Dziecko. Coś jak bardzo wybiórczo potraktowany Doman. Było to, o ile się nie mylę w czasach powojennych ale jeszcze przed szybkim rozwojem neuro-nauk. Nauczył córkę języków, literatury, matematyki, i bardzo wielu innych rzeczy już w wieku przedszkolnym. Czysty Doman 🙂 Ale nie zauważył jednej ważnej rzeczy. Nie zauważył, że dziecko ma swoją własną osobowość, charakter, cel życiowy i wiele innych cech przypisywanych dorosłym i w 100% kierował życiem córki według własnych pomysłów. Dziewczyna oczywiście zaliczała wszystkie szkoły (!) lata wcześniej niż rówieśnicy, studia skończyła 3 razy szybciej, 1szy doktorat obroniła w wieku 20 paru lat itp itd. I od zawsze wiedziała, że będzie, jako dorosła kobieta, wykładać matematykę na sławnym uniwersytecie (!).
I tak się stało. Wykładała. Podziwiana przez zazdroszczące jej otoczenie.
Aż w wieku 30 paru lat zaczęły się kłopoty. Mówiąc najkrócej: zero życia rodzinnego (nie z jej wyboru), nieustająca depresja, silne leki, terapie i niekończąca się samotność. Jednym słowem wielka dupa.

O czym zapomniał Tatuś?
O tym, że człowiek to nie tylko inteligencja intelektualna (językowo-matematyczna) ale też fizyczna („ciało zna odpowiedź”), emocjonalna, społeczna, muzyczna, finansowa, … i pewnie 100 innych.
O tym, że człowiek od poczęcia a na pewno od urodzenia a może o wiele wcześniej jest samodzielną jednostką pod prawie każdym względem i narzucenie mu w 100% własnych pomysłów na jego życie uczy go szybko tylko jednej rzeczy: że jego pomysły na życie są głupie, małe i w ogóle gówno warte. To trochę tak jakby powiedzieć człowiekowi „Ty tak naprawdę nie istniejesz, ale ja z ciebie zrobię człowieka. Dzięki mojemu geniuszowi twój debilizm będzie niezauważalny.” A przecież tego raczej nie chcemy mówić naszym Dzieciom.

Według mnie to powinien być ostatni w historii ludzkości przypadek (był dosyć głośny w mediach) potraktowania człowieka jak genialnego głupca i ludzie od tamtego czasu nie powinni już tak robić. Ale jak pokazuje rzeczywistość (przypadek z przyszłym chirurgiem plastycznym) – ludzie ciągle tak robią.

Jeżeli to ciągle reguła- bądź wyjątkiem.

Zmęczenie i brak czasu. Skąd ja na to mam brać czas? Jak nie zwariować mając wszystko na głowie?

Zostaw na chwilę Pasje i Talenty Dziecka i znajdź w sobie pasję, może być zupełnie nowa, się daj pochłonąć. Trafisz w ten sposób do świata, w którym, jak w świecie Dzieci, czas nigdy się nie marnuje a zmęczenie nigdy w niczym nie przeszkadza.

Odnalezienie w sobie tej mocy, zapomnianej w dzieciństwie, wszystko zmienia i upraszcza.

Jeżeli robisz w życiu naprawdę niesamowite rzeczy (czyli masz pasję) to wiele innych spraw na tym tle wydaje się mało ważnych i to, że masz je na głowie już tak nie przeszkadza. Jeżeli są mniej ważne to ich niezrobienie aż tak nie frustruje.

Własny przykład
nie jest najlepszym sposobem na wychowanie. Własny przykład jest JEDYNYM sposobem na skuteczne wychowanie.

Z drugiej strony, chyba najprościej nauczyć się cech i umiejętności, których nam brakuje właśnie od Dzieci.

Intensywne środowisko.

Co to znaczy intensywne środowisko (uczące)?
Oto krótki film Ojca z Zespołami https://www.youtube.com/watch?v=WvH1sDn3v3I

Możecie go też obejrzeć na stronie autora książki „Far from the tree” [Pada jabłko od jabłoni.]
Far from the tree
http://andrewsolomon.com/books/far-from-the-tree/ – drugi film od góry, w akapicie „Voices from the book”. Książkę oczywiście polecam. Ojciec Chrisa mówi tak:
„We went on to this battle, to educate, to provide therapies, his Mom studied everything she could get her hands on. She set up a school at our home. Our home became a school. We began teaching Chris. The thing I’ve learned most, over the years, is to be a parent first. It changed my life completely. Put me in another direction, I was able to love unconditionally. And I never thought of him as this poor broken human being that we need to cure. He’s not sick.”

Mama czytała wszystko co wpadło jej w ręce. Zamieniliśmy dom w szkołę. Zaczęliśmy uczyć. Przez lata nauczyłem się, żeby najpierw być Rodzicem. To kompletnie zmieniło moje życie. Ustawiło mnie w innym kierunku. Byłem w stanie kochać bezwarunkowo. I nigdy nie myślałem o nim jak o jakiejś biednej istocie, która wymaga wyleczenia”

Tak powinniśmy robić wszyscy. Jeżeli powiecie, że on ma inaczej bo jego dziecko jest chore to …

Zespoły wg mnie albo w ogóle nie są chorobami albo bardzo specyficznymi chorobami, które po prostu są dla większości społeczeństwa bardzo niewygodne, bo nie można takiemu dziecku wiele kazać, bo trzeba je kontrolować w prawdziwy sposób a nie w szkolno-pedagogiczno-pediatryczny. Bo muszę (często całkowicie) zmienić swoje własne postępowanie, nauczyć się nowych umiejętności i często zmienić WŁASNY charakter i WŁASNE przyzwyczajenia.

Łatwo nam kierować innymi, zwłaszcza kiedy są mali i bezsilni wobec nas ale kierowanie samym sobą to już zupełnie inna sprawa. Ustal priorytety, podejmij decyzję i pracuj na przyszłe „Jestem z moich Rodziców strasznie dumny” Twojego dziecka wypowiedziane 40 lat od teraz. Kiedy chcesz, żeby Twoje Dziecko czegoś się od Ciebie nauczyło, zawsze pamiętaj, że uczysz nauczycieli swoich wnuków.

Nawet jeżeli Zespoły to choroby to współczesne społeczeństwo światowe jest o wiele bardziej chore niż wskazywałby ten czy tamten zespół tylko, że jeszcze nie ma ta choroba nazwy i numeru w miedzynarodowym indeksie chorób i nie uczymy jej na studiach medycznych. Leczenie tej choroby według mnie to właśnie intensywne zaangażowanie się w życie Dziecka na jakieś 10 pierwszych jego lat jego życia. To jedyny sposób. Daje niesamowity zwrot z inwestycji, frajdę, radochę i dumę i chyba jest w ogóle najfajniejszą przygodą w życiu. Z niczym nie da się tego porównać.

Żeby te 10 lat miało sens to według mnie Rodzic musi być człowiekiem i coś przedtem i potem w życiu robić. A 10 lat to trochę jakby „przerwa”. Albo raczej zmiana. Pomysł, że można swoje całe życie zajmować się nauczaniem dziecka (czyli bycie nauczycielem zawodowym) chyba się nie sprawdza bo tacy ludzie, przynajmniej dopóki zawód nauczyciela jest zmonopolizowany, czyli chory od podstaw, tacy ludzie są życiowo puści.

Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że zajmowanie się dziećmi jest w prawie każdej formie sprawą bardzo ważną ale wolę, żeby Dziecko uczyło się pieczenia bułek od piekarza a nie od nauczyciela pieczenia bułek, który nigdy poza salą lekcyjną nic nie upiekł. To trochę tak jakbyśmy dawali w wiezieniu wykłady o wolności. No to przynajmniej wyprowadźmy więźniów do centrum jakiegoś dużego miasta i zróbmy taką pogadankę chociażby na tle wolnych ludzi i wolnego miejsca. Oczywiście wiem, że to grozi tym, że więźniowie się czegoś nauczą, zrozumieją przesłanie i nie daj boże wykorzystają swoją wiedzę w praktyce.
Takie mam wrażenie czasem, że nauczyciele, a czasem nawet Rodzice, obawiają się , że z tego całego nauczania wyjdzie zdolny uczeń i np wypunktuje nauczyciela i jego błędy w jego życiu a na koniec doda „no sam/sama mnie tego nauczyłaś/łeś”

Stań murem za swoim Dzieckiem

Bez względu na wszystko. To podstawa.
A co będzie jak Dziecko zacznie mną manipulować? Jedno jest pewne – poważne kłopoty zaczynają się kiedy NIE STOISZ za swoim dzieckiem murem. I manipulacja Rodzicem jest wtedy najmniejszym z nich.

Po co w ogóle zaczynać tak wcześnie?

Cała sztuka polega na tym, żeby uczyć, a raczej pozwolić się uczyć, dopóki Dziecko uczy się samo i uczy się wszystkiego jak leci bo nie ocenia. Jeżeli uważasz, że języki pomagają w życiu to naucz ich do 6go roku życia, np 6ciu języków i masz z głowy wychowanie szczęśliwego człowieka, który również, oprócz tego że jest szczęśliwy i taki pozostanie, umie to czego Ty od niego „wymagasz” – języków. Na pewno przydadzą mu się w życiu ale nie zapłacił za nie nienawiścią do uczenia języków. Albo gorzej – nienawiścią do uczenia się w ogóle.

Bo każde inne rozwiązanie jest do d… . Jeżeli zależy ci na czymkolwiek w sprawach Twojego Dziecka to zrób to wcześniej. Wcześniej jest łatwiej, radośniej i skuteczniej. A może należy odpowiedzieć pytaniem na pytanie – A po co chcesz żeby Twoje Dziecko w ogóle się uczyło?

Zacznij jak najwcześniej. Z drugiej strony – nigdy nie jest za późno. Życie jest pełne paradoksów.

Pozdrawiam ze strony Dziecka.
Krzysztof.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *