Szkolna masa krytyczna

Kiedyś jeden z kolegów powiedział mi tak:

„Żeby zrobić coś z niczego wszyscy muszą chcieć.”

Nie ma rzeczy niemożliwych. Tak uważam. Wszystko jest możliwe. Natomiast, żeby przeprowadzić naprawdę dużą zmianę na naprawdę dużą skalę, nie wystarczy, żeby jeden człowiek sobie tę zmianę wymyślił. Reszta sama się nie zrobi. Oczywiście od jednego pomysłu wszystko się zaczyna i każda super fajna sprawa kiedyś nie istniała, potem była tylko szalonym pomysłem w jednej głowie aż w końcu stała się oczywistą codziennością dla całych społeczeństw.

Ale ja jestem idealistą. Chciałbym, żeby zmiany na dobre następowały szybko i bez zbędnych tarć. No i zauważyłem, że im więcej ludzi jest zaangażowanych w zmiany tym one zachodzą szybciej. W sumie to oczywiste. Pytanie brzmi: ile osób potrzeba, żeby coś przeprowadzić naprawdę szybko. Bo jeżeli rzeczywiście wszyscy muszą chcieć to trochę kiepsko to wygląda. No i uknułem sobie taką teorię, która mówi, że każda grupa ludzi w danym środowisku i okolicznościach potrzebuje do przeprowadzenia danej zmiany konkretnej liczby ludzi. Jeżeli zaangażowanych jest mniej osób – wszystko się ślimaczy latami, jeżeli więcej – tempo zmian jest błyskawiczne.

Od prawie półwiecza przyglądam się absurdom różnych systemów edukacyjnych i za każdym razem kiedy szukam masy krytycznej danego systemu okazuje się, że jest ona wielokrotnie większa od tego co jestem w stanie sam lub z paroma przyjaciółmi ogarnąć. Na przykład w szkole okazuje się, że pani dyrektor jest bardzo pozytywnie nastawiona na zmiany i widzi, że bardzo pomogą one Dzieciom, których rozwój w końcu szkoła powinna wspierać, ale po jakimś czasie okazuje się również, że po przeciwnej stronie pojawia się cały sztab hamulcowych co to wszystko zrobią, żeby status quo utrzymać. Bo pensje, bo za dużo pracy, bo długie wakacje, bo mam gotowce na 5 lat do przodu i po co to zmieniać, bo, bo i bobo. No i masa krytyczna rośnie. We dwie osoby można dużo zrobić w środowisku neutralnym. Naprawdę dużo. Ale kiedy neutralność środowiska zaczyna się zmieniać we wrogość wobec tych dwóch osób to już tak fajnie nie jest. Zdarzało się na przykład wiele razy, że odpytywani publicznie nauczyciele byli bardzo ‚za’ ale kiedy przychodziło co do czego to skutecznie potrafili jedynie … prowadzić prywatne gierki utrudniające.

Reasumując, jak żyję nie spotkałem szkoły ani innej placówki edukacyjnej, w której chęć zmian nie byłaby albo udawana albo bardzo tymczasowa albo dotyczyła dosłownie pary osób. To by było jeszcze może nic. Ale okazuje się właściwie zawsze, że ci ludzie po prostu kłamią. Ewentualnie zupełnie nie mają mocy i nie są w stanie nic przeprowadzić bo przy pierwszym zakręcie ulegają namowom hamulcowych.

No i co tu zrobić?

Zawsze daję się nabierać na ten numer i angażuję się w udział w przeprowadzaniu reformacji szkolnictwa na taką czy inną skalę. I zawsze okazuje się, że to atrapa. Że marketing i polityka zwyciężają. Czyli robisz ‚fajne zajęcia’ ale do następnego spotkania z Dziećmi się nie zdążysz przygotować bo … musisz napisać stos raportów. Czyli jest super fantastyczny efekt i Dziecko w końcu polubiło matematykę i chce chodzić ale nie zapłacę więcej bo opiekunki i inni nauczyciele też tyle biorą. No i okazuje się na przykład, że pani dyrektor jest ‚za’ ale palcem nie ruszy, żeby inni nauczyciele też byli ‚za’. Albo że trzeba zapłacić więcej za przechowanie psa w budzie na czas urlopu niż za rozwojowo spędzony czas z własnym Dzieckiem.

No to w takim razie .. żegnaj oświato. Chyba tym razem na zawsze. Żegnaj łącznie z okolicami. Wiem od prawie półwiecza, że ten system jest niereformowalny ale gdyby miało się spotkać parę osób i chcieć to zmienić to ja zawsze chętnie się przyłączę. Od dzisiaj jednak rezygnuję z poszukiwania masy krytycznej w grupie i przychylam się do stwierdzenia kolegi.

„Żeby zrobić coś z niczego wszyscy muszą chcieć.”

Wszyscy. Bez wyjątków. Masa krytyczna wynosi 100% grupy.

I tu dobra wiadomość na koniec. Dobra dla Rodziców. Będę dla was miał więcej czasu. I dla waszych Dzieci. Bo system i to co z niego wynika nie stoi po stronie Dziecka. A jeżeli w placówce jest 1na osoba na 100, która mówi, że chce coś zmienić, to z moich doświadczeń wynika, że wśród tych 99ciu szybko znajdą się tacy, którzy ją skutecznie wyprostują i cofną do szeregu. Nawet wśród Rodziców jest mało takich, którzy zrezygnują na przykład ze swojej kariery zawodowej na rzecz rozwoju Dziecka. A wśród nauczycieli? Rodzic kładzie na szali przyszłość swojego Dziecka i często się waha. A nauczyciel?

Jest jeden wyjątek oczywiście. Janusz Korczak. Jedyny, który potrafił docenić wartość rozwoju Dzieci i położyć na szali całe swoje życie. I nie chodzi o ten jeden gest, który tak uwypukla martyrologia narodowa. Ten gest jest mało ważny. Albo tak samo ważny jak wszystkie inne. Chodzi o całe jego życie. O wszystko co zrobił i wszystko co napisał.

Ktoś jeszcze wystąpi z szeregu na ochotnika?

Chociaż może jest metoda na zmianę systemu. Wychować nowe pokolenie nauczycieli. Wychować oczywiście w podziemiu, tak, żeby nie nasiąkła skorupka za młodu zdradzieckimi nawykami typu „mam długie wakacje a resztę mam w …” albo „płacę więc żądam, oddaję Dziecko i chcę mieć spokój a nie dodatkowe problemy”.

No i jak mówi Glen Doman są jeszcze głęboko ukryte w domach Mamy i Tatowie czyli ci cisi bohaterowie, których świat nie widzi i o których nigdy się nie dowie. Tak jak dowiedział się choćby o Korczaku. Wam hołd składam za wasze codzienne zaangażowanie i was cenię bardziej nawet od Korczaka. I w imieniu Dzieci dziękuję.

A dla ludzi wspierających nieludzki i anty-rozwojowy system mam tyle poważania co oni dla krótkich wakacji.

Zawsze po stronie Dziecka,

Krzysztof.

2 thoughts on “Szkolna masa krytyczna

  1. says

    to o czym piszesz dotyczy całej edukacji. Również tej zawodowej. Nie wiem czy to możliwe jest aby w skali globalnej zmienić system edukacji. Czy tak naprawdę jest tym ktoś zainteresowany ? Obawiam się, że nie. To co widzę wokół siebie nie napawa mnie żadnym optymizmem. A jest przynajmniej kilkoro wspaniałych ludzi którzy wnoszą do edukacji zupełnie świeży powiew. .I dzięki im za to. Krzysiu Tobie też.

  2. teżKrzychu says

    Smutne to Panie, co Pan piszesz… wionie porażką (osobistą?), ale… wg mnie porażką nie jest. To o czym piszesz, o zmianie na szeroką skalę systemu edukacji, może nie dokonać się przez najbliższe wiele lat, może nawet nigdy, ale czy to powód do tego by nie próbować? Odwagi Krzysztof – i – cytując klasyka: „róbmy swoje”!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *