Szkoła vs Życie


Jesteśmy w miejskiej bibliotece publicznej w Sopocie przy ulicy Obrońców Westerplatte i jak zwykle szperamy gdzie się da – trochę wśród półek, trochę przy komputerze w katalogu cyfrowym, trochę przy blacie pań bibliotekarek pytając wprost o autorów i tytuły.
Po paru minutach wchodzi do biblioteki Mama z ośmioletnim synem i pyta pań bibliotekarek

Czy możemy się zapisać tylko na miesiąc bo jesteśmy w Sopocie na wakacjach i chcemy z synem trochę poczytać, bo w czasie roku szkolnego nie ma na to czasu.

Ja się oczywiście odezwałem, że jeżeli szkoła przeszkadza w czytaniu to może lepiej nie chodzić do szkoły bo takiego obowiązku, zgodnie z polskim prawem, nie ma. Na to Mama, że jest. Na to znowu ja, że jest, ale można go zrealizować poza szkołą, na przykład w bibliotece.
Przestałem argumentować jak tylko zorientowałem się, że osobowość Mamy jest niereformowalna, a syn potulnie przy jej boku wyznaje filozofię, że lepiej się nie odzywać kiedy nie ma takiej konieczności.
Mnóstwo jest takich Rodziców, którzy uciekają przed rozmową o edukacji pozaszkolnej i zwykle szybko o nich zapominam ale tym razem zapamiętam chyba do końca życia frazę „chciałabym poczytać z synem w wakacje bo w ciągu roku szkolnego nie ma czasu.”
Do czego służy szkoła skoro nie ma w niej czasu na czytanie?
Można się uczyć bez czytania?
Finał był taki, że Mama nie wzięła żadnej książki bo z zameldowaniem spoza Sopotu trzeba zastawić 20 pln kaucji za sztukę. A tyle to ona nie ma.
I nawet nie próbowała się targować. Miałem wrażenie, że wyszła zadowolona z takiego obrotu sprawy. Może to syn ją namawiał a ona raczej nie chciała i przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekła.
A ja wiem, że w sopockiej publicznej można się dogadać i że gdyby zostawiła np. dowód osobisty albo coś podobnego to dałoby radę.
No cóż. Każdy ma inne priorytety.

Góra Piachu do zabawy dla każdego

Góra Piachu do Zabawy dla Każdego.


My nie musimy biegać po szkołach cały rok więc w bibliotekach spędzamy dużo czasu. W tej chwili mamy karty w czterech bibliotekach, z których w trzech jesteśmy aktywnymi czytelnikami (czwartą – naukową – wykorzystujemy tylko czasami). W tej chwili mamy razem wypożyczonych osiem książek, trzy audiobooki i jedną grę planszową. Oddajemy czasem po tygodniu z czasem po trzech miesiącach. Czytamy zawsze parę książek jednocześnie. Np audiobook gra w czasie robienia obiadu (Rodzic) i budowania z klocków (Dziecko), jedna książka jest ‘dniowa’, jedna ‘wieczorna’, czasem Michał bierze z półki dwie nowe jednocześnie i mówi, że tę będzie czytał Tata a tę Mama.
Dzisiaj spotkaliśmy naszego kolegę równolatka, z którym Michał chodzi na judo i który mieszka po drugiej stronie placu zabaw. Pobiegaliśmy po osiedlu, odwiedziliśmy skate park, bibliotekę i poszliśmy do pobliskiego lasu na krótki spacer wzdłuż strumienia. Pomyślałem, że skoro jest tak strasznie gorąco to środek dnia w lesie przy strumyku będzie jak znalazł.
I okazało się po raz kolejny, że schemat szkolny (tak to nazywam) nie dotyczy tylko lekcji, podręczników i wakacji (tylko wyjazdy zorganizowane przez instytucje uprawnione) ale również wyjść z domu, które większość Rodziców uważa za ‘swobodne’.
Okazało się, że siedmiolatek, mieszkający o 200 metrów od pięknego Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego nigdy nie był nad strumykiem. Gorąco jak nie wiem więc część z nas szła boso po dnie strumyka a ja zastanawiałem się, czy Michałowi nie będzie zbyt nudno (zna ten strumień parę kilometrów w każdą stronę na pamięć) ale jego kolega tak się zapalił, że po 90 minutach biegania nie chciał za żadne skarby wracać do domu.
Co to znaczy?
To znaczy, według mnie, że tak silne jest przekonanie, które każe nam oddać odpowiedzialność za wykształcenie naszych Dzieci instytucjom oświatowym, że nawet spacery rodzinne odbywają się najczęściej w obrębie placu zabaw albo w obszarze dom-szkoła szkoła-dom.
Lego mniej typowo. Tak też z Dziećmi układacie, czy wasze Dzieci widzą tylko rozwiązania opisane w instrukcjach?

Lego mniej typowo. Tak też z Dziećmi układacie, czy wasze Dzieci widzą tylko rozwiązania opisane w instrukcjach?


Inny przykład. Przyjechała do bloku obok na wakacje dwujęzyczna rodzina. Ukraina i Polska. Dwie dziewczynki mówią w obu językach chociaż każda z nich uważa, że zna jeden lepiej a drugi gorzej. Wyobraźcie sobie, że podchodzi do was na placu zabaw dziewczynka, bawi się, mówi, śpiewa i nagle oznajmia, że ona jest Ukrainką a polskiego dopiero się uczy. Zaśmiałem się głośno bo to wszystko przez parę minut odbywało się po polsku. Miała taki akcent i płynność, że nie wpadłbym, że może się ‘uczyć polskiego’ chociaż jak się potem przysłuchałem uważniej to kiedy słuchała, przy pewnych rzadziej używanych słowach zastanawiała się przez krótki moment. Kiedy mówiła nie było takich chwil. Pełna płynność i biegłość.
Bawimy się wszyscy razem i nagle chce nam się pójść na drugą stronę szkoły pobawić się na skateparku i na boisku. 100 metrów dalej. No i okazuje się, nasza koleżanka z zagranicy nie może z nami iść bo jej Mama tylko pozwoliła na placu zabaw się bawić.
Siedzielibyście w domu podczas zagranicznego wyjazdu a Dziecku ograniczylibyście byt wakacyjny do ogrodzonego placu zabaw wielkości mieszkania? No, może jest jeden plus tego rozwiązania. Plac zabaw widać w odległości 50 metrów z okna dużego pokoju. Tego z telewizorem.
Każdy ma inne priorytety.
Babko Babko udaj się. Tak czasami budujemy babki z piasku na plaży.

Babko Babko udaj się. Tak czasami budujemy babki z piasku na plaży.


Dwa dni temu byliśmy z Michałem w naszej lokalnej bibliotece. Ja szperałem po półkach, Michał budował z plastikowych patyków w Kąciku dla Dzieci a jakaś pani oddawała właśnie książkę z zachwytem opisując przeżycia podczas czytania i prosiła, że chce jeszcze. No to się odezwałem, że ja też chcę skoro książka taka dobra.

To nie jest książka dla pana – obyczajowa bardziej.

powiedziała do mnie pani bibliotekarka i odłożyła książkę. Zrobiło się wesoło i wszystkim wypożyczającym poprawiły się humory. Chodzicie do bibliotek na tyle często, że wasze bibliotekarki znają wasze gusta i wiedzą co się wam spodoba a co nie? A gusta waszych Dzieci znają?
Dzisiaj okazało się, że koleżanka Ukrainka jedzie do Experymentu w Gdyni. Zawsze coś. Przedtem i potem siedziała na placu zabaw. Zorganizowana muzealność króluje. My do Experymentu chodzimy raz na parę miesięcy. Jak częściej to jest nudno. Jak pójdziemy do lasu to nigdy nie jest nudno. Las jest za każdym razem inny.

Samoczynna Lekcja Biologi w Lesie. Za każdym razem spotykamy inne zwierzęta i inne rośliny. Las jest za każdym razem inny. Odwiedzając go odpowiednio często biologia w wersji szkolnej w ogóle nie jest potrzebna.

Samoczynna Lekcja Biologi w Lesie. Za każdym razem spotykamy inne zwierzęta i inne rośliny. Las jest za każdym razem inny. Odwiedzając go odpowiednio często biologia w wersji szkolnej w ogóle nie jest potrzebna.


Dzisiaj postanowiłem przepytać ze znajomości terenu parę Dzieci szkolnych z placu zabaw. Są wakacje. Dla nas to bez różnicy. Dla nich jest różnica bo nie mogą siedzieć w szkołach i muszą siedzieć na placu zabaw. Zapytałem o elementy przestrzeni osiedlowej spoza ich szkolnej codzienności. Na przykład zapytałem chodzącego do szkoły Dużej czy zna boisko przy szkole Małej, tej z drugiej strony osiedla. Nie wiedział o co chodzi. Z kolegą Michała poszliśmy na Wielką Furę Piachu inną drogą, 100 metrów od jego domu, ale jakby nie po drodze. Okazało się, że jest zaskoczony otoczeniem i jak zobaczyliśmy Wielką Furę (kolejne 100 metrów od jego domu) stanął jak wryty pytając „to tu”? Stał zdziwiony jakby się zgubił i znalazł jednocześnie. Pytań było więcej ale żadne z pytanych Dzieci nie znało ani jednego elementu spoza terenu dom-szkoła, szkoła-dom.
Druzgocące. 6-10 letnie Dzieci nie znają NIC co odbiega od oświatowego schematu wbudowanego już w ich prywatne życie! Wolę kolejnych nie pytać. Raczej w zamian będziemy jeszcze bardziej eksplorować rzeczywistość.
* * *
Dzisiaj znowu byliśmy we trójkę, z kolegą Michała, na wycieczce na Furze Piachu i w lesie nad strumieniem. Tym razem wycieczka trwała dwa razy dłużej i zaszliśmy dwa razy dalej, ciągle po znanym nam dwum bardzo dobrze terenie. Mama kolegi miała wątpliwości czy on może z nami pójść i czy się nie narzuca. Mówiła, że za bardzo nie chce w domu wysiedzieć i ciągle pyta o nasze wycieczki. Według mnie to super a według niej to chyba źle.
* * *
Już dawno nie przekonuję ludzi do ‘wychowywania’ metodami typu ‘Glenn Doman’ czy ‘Edukacja Pozaszkolna’ ciągle natomiast udaje mi się znaleźć Dzieci, które z radością odwiedzają Nasz Świat. Mam nadzieję, że zapamiętają te przeżycia i może kiedyś będą chciały do nich wrócić. Ze swoimi Rodzicami albo ze swoimi Dziećmi.

pozdrawiam,
Krzysztof.

2 thoughts on “Szkoła vs Życie

  1. Karolina says

    To chyba nie tylko kwestia: ED / system. My (jeszcze) w przedszkolu – a nasze panie bibliotekarki znają nas aż nadto dobrze 🙂 WF i zwiedzanie (lasów, łąk, pobliskich placów zabaw, muzeów) może nie od rana, ale za to po godzinie 13.00 lub 15.00 (zależy od dnia) szwendamy się pieszo, na rowerach, rolkach etc. 🙂 Może dlatego, że w telewizji nadają mało interesujące dla nas programy 😉

    • Karolina, oczywiście, że to nie tylko kwestia ED/system. To głównie kwestia podejścia do tzw. wychowania albo do życia w ogóle, filozofii życiowej, wyznawanych wartości itp itd. Natomiast idee ED dużo łatwiej jest realizować z daleka od przedszkola, szkoły i systemu. Jeżeli ktoś mówi, że ED jest mu bardzo bliskie i realizuje je ale chodzi do szkoły bo w jego kraju prawo nie pozwala inaczej … Równie dobrze można zrobić szkolenie z oddychania pełną piersią dla więźniów i prosić ich, żeby z każdym oddechem wczuwali się w smak wolności – bo wolność jest w głowie i sercu a nie z daleka od krat. Z tego co piszesz to u was proporcje system-niesystem są bardzo fajne. W takim układzie Dziecko przez na przykład 3 godziny nie zdąży nasiąknąć dyscyplinowaniem, a nawet jeżeli tak, to za chwilę przez dwa razy tyle czasu się w lesie oddyscyplinuje i napełni wolnością intelektualno-emocjonalną. Powodzenia życzę i pozdrówcie wasze panie bibliotekarki od naszych pań bibliotekarek 🙂 A telefisji to na przykład my w ogóle nie mamy. Mamy taki duży ekran (pozostałość ze starej epoki) ale słuchamy z niego muzyki albo jakiś film czasem z płyty. Albo do komputera go podłączamy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *