Potrzebna nam zmiana jakościowa !

Od 3go roku życia, a może nawet od 3go dnia życie, nie pamiętam dokładnie, dziwię się, że tzw. dorośli traktują Dzieci jak pół- albo nawet ćwierć-ludzi, jak kandydatów na homo sapiens, którzy może kiedyś, przy odpowiednich możliwościach i po spełnieniu odpowiednich warunków staną się prawdziwymi ludźmi. Od jakiegoś czasu po moim 1szym w życiu zdziwieniu zacząłem próbować naprawiać tę sytuację i przekonywać tzw. dorosłych, że nie mają racji, że tzw. Dziecko jest takim samym dorosłym jak tzw. dorosły a często znacznie prześciga tzw. dorosłego w wielu dziedzinach.

Jakiś czas potem stwierdziłem z przerażeniem, że Dzieci ulegają tym złudnym przekonaniom dorosłych i stają się z czasem coraz bardziej głupie, zależne, bezwolne, bezmyślne, … Tracą całe swoje człowieczeństwo. Potem oczywiście trzeba to wszystko naprawić, tu znowu dorośli sami siebie przekonują, że tylko oni się na tym znają i że Dzieci nie mają pojęcia o Dzieciach więc trzeba zapisać je do przedszkola, szkoły, itd i zacząć proces tworzenia prawdziwego człowieka.

Pierwsze „lekcje” zacząłem dawać w 1szej klasie szkoły podstawowej, kiedy się przekonałem, że po pierwsze, oni tego wszystkiego nie wiedzą, a po drugie, dosyć prosto jest im przekazać podstawy i zaraz potem sprowokować, żeby samodzielnie zainteresowali się i uczyli kolejnych lekcji. Wtedy chodziło o matematykę a dokładnie o geometrię wykreślną. Moimi uczniami były oczywiście Dzieci. Mniej więcej w moim wieku lub trochę starsze. Możliwości nauczenia się czegokolwiek przez tzw. dorosłego w ogóle nie brałem pod uwagę.

***

    Trwamy ciągle w tym przekonaniu i trudno jest się z tego schematu wyplątać. Z jednej strony chcielibyśmy poprawy bo coraz częściej i coraz więcej ludzi widzi, że to co robimy Dzieciom poprzez wieloletni proces edukacyjny – często przynosi odwrotne skutki. Na przykład Dziecko potrafi powtórzyć formułki z matematyki i zastosować je na egzaminie ale jednocześnie staje się życiowo smutne i nie potrafi tych samych formułek zastosować nigdzie indziej poza egzaminem. Z drugiej strony nasze działania mające na celu poprawę ciągle odbywają się w tym samym środowisku, w którym to wszystko zostało stworzone i ciągle się dzieje. To trochę tak, jakbyśmy zamiast wyjść poza więzienne mury, które zostały pootwierane a strażników się pozbyto, prowadzili prelekcje o wolności sami zatrudniając się na stanowiskach strażników i pilnując, żeby podczas wykładów był porządek i żeby przekaz dotarł do każdego z uczestników. Bo nasz przekaz jest przecież ważny. A prawda jest taka, że ani więźniowie ani wykładowcy czyli też więźniowie, nie mają pojęcia o wolności i gadanie o wolności nic tu nie zmienia. Ciągle wszyscy jesteśmy więźniami. Ale mury runęły a otwartych bram nikt nie pilnuje. Wystarczy wyjść. A jak już wyjdziemy to nie ma sensu teoretyzować tylko wszyscy równo powinniśmy zacząć uczyć się w praktyczny sposób wolności, bezpośrednio i samodzielnie jej doświadczając.

***

    Nauczyciel nie wie więcej niż uczeń a jest nauczycielem bo sam wcześniej stworzył system, w którym siłą posadził uczniów w ławkach a siebie po przeciwnej ich stronie.

Nie da się z tym skończyć prowadząc coraz mądrzejsze wykłady. To ciągle jest teoria o wolności prowadzona w murach więzienia przez więźniów i dla więźniów.

Jedyna metoda jest taka, że wszyscy opuścimy to więzienie i przestaniemy się dzielić na lepszych – tych, którzy znają teorię wolności i gorszych – tych, którym trzeba tę teorię wtłoczyć do głów. I zaczniemy żyć. Każdy po swojemu. A jak ktoś będzie potrzebował „lekcji” to sam o nią poprosi. Tego poprosi, kogo będzie chciał i uważał za stosowne.

Jeżeli ciągle uczymy kogoś czegoś korzystając w systemu narzuconego siłą takiego na przykład jak oświata, to nic się nie zmienia. Nawet gorzej – jeżeli dzisiaj ciągle prowadziliśmy wykłady o wolności w murach więzień a od wczoraj nikt nie pilnuje bram – to sytuacja się znacznie pogorszyła, bo teraz już nie da się udowodnić, że ktoś nas do tego zmusza. I nie ma znaczenia czy jesteś więźniem–wykładowcą czy więźniem–słuchaczem.

Nie jest nam potrzebna zmiana ilościowa czyli coraz więcej wykładów na coraz mądrzejsze tematy. Jest nam potrzebna zmiana jakościowa – porzucenie wykładów i wyjście poza mury, na wolność. Dopiero wtedy zaczniemy doświadczać życia, o którym ktoś wcześniej próbował nam opowiadać i dopiero wtedy zaczniemy się prawdziwie uczyć.

***

    Nie jest nam potrzebna współpraca z Rodzicami w ramach istniejącego systemu przedszkolno-szkolnego. Jest nam potrzebne wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Niech Rodzic przyjdzie na zajęcia a Dzieci niech w końcu pójdą się bawić. Dopóki robimy wszystko na podobnych zasadach jak wcześniej a zmieniamy tylko trochę ilości albo proporcje to właściwie nic się nie zmienia oprócz naszego samozadowolenia – sami sobie stwarzamy fikcję, że jest coraz lepiej. Niech Rodzic weźmie raz w tygodniu cały dzień urlopu i zacznie się sam bawić w to co jest zaplanowane w grafiku przedszkolnym. Zastąpmy Dzieci na 1 dzień w tygodniu ich Rodzicami pozostawiając pozostałe elementy systemu bez zmian. Innego dnia wyrzućmy nauczycieli przedszkolnych z przedszkola a szkolnych ze szkół i zastąpmy ich Rodzicami. W końcu cały system jest tak skonstruowany, że i tak wiadomo co trzeba robić i nawet zajęcia z kreatywności mają z góry określony program i założenia metodyczne i w ogóle wszystko co potrzebne, żeby człowiek z ulicy mógł je przeprowadzić.

***

    Dopóki Rodzic zostawia Dziecko gdzieś w placówce czy instytucji a sam idzie do pracy – nic się nie zmienia. Dopóki prawnicy pilnują, żeby oddana w ręce opiekuna przedszkolnego odpowiedzialność nie doszła do głosu – nic się nie zmienia. Nawet jeżeli w pewnym momencie i sytuacji naprawdę zbliżamy się do uruchomienia potencjału Dziecka, to jeżeli jest ono w placówce, to wszystko ogranicza się do jednego tylko problemu – żeby oni mnie nie pozwali, żeby tylko się nic nie stało i żeby nie trafić do sądu. Zasady gry w placówce są proste – jeżeli nie ma rozwoju, nie ma szukania Talentów, nie ma znajdowania Talentów, nie ma głębi doznawania i głębi życia i nie ma uczenia się życia – ciągle jest OK i żaden Rodzic nie zgłosi uwag. Ale wystarczy, że Dziecko się skaleczy – jest sprawa, jest problem, jest powód do dyskusji dlaczego placówka źle działa i co możemy jeszcze udoskonalić. Ja wam powiem co możecie udoskonalić. Możecie zbudować wyższe mury. Otwartymi bramami się nie przejmujcie – i tak nikt ich nie zauważa.

***

    Chcesz nauczyć matematyki – opuść klasę i pozwól obserwować rzeczywistość. Ciąg Fibonacciego łatwiej znaleźć na łące niż w klasie szkolnej. Poza tym myślę, że chodzi o to (mnie przynajmniej chodzi o to), żebyśmy znaleźli wśród nas (Dzieci i dorosłych) nowych Fobonaccich, którzy na tej łące znajdą nowe rzeczy, o których nigdy jeszcze nie uczono w żadnej klasie szkolnej. No bo kto mógł nauczyć czegokolwiek Kopernika? Chyba nikt. A według mnie chodzi o to, żeby taki kolejny Kopernik mógł się ujawnić, żeby powiedział nam jaki świat jest cudowny i popchnął trochę do przodu nasze jego zrozumienie. Tak po prostu. Sam szukam z Dziećmi Koperników i wiem że to działa.

Chcesz nauczyć kreatywności – opuść zajęcia z kreatywności, daj Dziecku spawarkę do ręki i zaprowadź na złomowisko. Albo piłę tarczową do drewna i zaprowadź na plac przed tartakiem. Sam tak robię z Dziećmi i wiem że to działa.

Chcesz nauczyć programowania – porzuć przekonania, że to trudny temat i że trzeba go wdrażać po kawałku według metodycznego schematu a w zamian daj swobodę w używaniu komputerów. Pamiętaj tylko, że powtarzanie w kółko, kiedy Twoje Dziecko chce pograć MineCrafta, że nawalanie kolesiom po głowach nie jest sensem życia, może spowodować że z tym właśnie Twoje Dziecko będzie kojarzyć wszystko co się dzieje w komputerach. Scratch jest na moich zajęciach przerabiany szybko i szybko zapominany bo dla Dzieci jest zbyt dużym uproszczeniem. Niestety. Ma dobry marketing – MIT i inne „słynne” sprawy, ale w sensie rozwojowym cofa Dziecięce umysły. Nie macie pojęcia jakie budowle potrafią Dzieciaki budować w Minecrafcie. Budowle pod względem architektonicznym, pod względem społecznym i pod względem automatyczno-mechaniczno-fizycznym. Ale jeden z podstawowych warunków to Twoja chęć do szybkiego przekazania swojej wiedzy, nawet tylko z grubsza i pozostawienie Dzieci z narzędziami w rękach, żeby mogły rozwijać się dalej. Ja z Dziećmi programuję w Scratchu i konstruuję w MineCrafcie ale już dawno to one prowadzą te „zajęcia” a ja jestem tym, któremu trzeba tłumaczyć co jest co. Tak samo jest na „zajęciach z fizyki”, „zajęciach z wuefu” i „zajęciach z mechaniki”. Robię to wszystko z Dziećmi i wiem że tak właśnie to działa.

***

    Boisz się odpowiedzialności jako nauczyciel? Boisz się, że jak pozwolisz Dzieciom skakać z wybranych przez nie miejsc to spadną i coś sobie zrobią? No to mam dla Ciebie i podobnych pomysł. Zaproś wszystkich Rodziców, ustawcie się jako grupa do zajęć z wuefu i niech Dzieci przez godzinę albo 9 uczą was wszystkich skakania. Tak jak one chcą. Dosyć szybko okaże się, że Dzieci mogą o wiele, wiele, wiele więcej niż myślicie, że nic sobie nikt nie zrobi i że to co wy im serwujecie jest oparte tylko i wyłącznie na waszym strachu, co z kolei uczy Dzieci usztywnienia umysłu i ciała i w rezultacie … zrobienia sobie krzywdy. A jeżeli chcesz mi powiedzieć, że to tylko zasady, które zapewniają bezpieczeństwo i sam (sama) stosujesz je też w swoim własnym życiu, w swojej Rodzinie i w swoim domu wobec własnych Dzieci to jam tylko jedną odpowiedź – swoje życie prywatne też musisz zmienić bo swoje Dzieci w swoim domu i samego (samą) siebie też pozbawiasz rozwoju. Albo nawet szans na rozwój.

***

    Ostatnio usłyszałem opinię o pewnym przedszkolu, że to super fajne przedszkole bo w przeciętnym przedszkolu Dzieci słyszą np. 100 razy dziennie zdanie zaczynające się do „nie”: nie biegaj, nie wolno, nie pobrudź się, nie mlaskaj, itp. A w tym przedszkolu słyszą 10ciokrotnie mniej razy dziennie „nie”. Otóż według mnie niczego to nie zmienia oprócz samozadowolenia nauczycieli i samopoczucia Rodziców. Potrzebna jest zmiana jakościowa a nie ilościowa. Ilość „nie” dziennie musi spaść do zera a przynajmniej do liczby, która występuje w naturalnych stosunkach pomiędzy Niemowlakami w dowolnej grupie. A potem jeszcze musimy odczekać parę tygodni albo miesięcy albo czasem nawet lat, żeby Dzieci oduczyły się tego, że „nie” pochodzące z zewnątrz jest „naturalnym” elementem ich życia. Nie jest. Ale nauczyliśmy je, że jest. Czas już szkody naprawić i oduczyć. To nie znaczy że należy zastosować metodę nauczania oduczania tylko po prostu zlikwidować „nie”, przestać go używać i poczekać aż Dzieci same zauważą brak „nie”, same się do jego nieobecności przyzwyczają i same rozpoczną nowe życie.

Od prawie pół wieku, od moich pierwszych korepetycji z geometrii przestrzennej, tak właśnie robię to wszystko z Dziećmi i wiem że tak właśnie to działa.

Tak, wiem, że to Rewolucja. Ale jest do przeprowadzenia w sposób ewolucyjny. Nie muszą ginąć ludzie. Nie muszą upadać rządy. Ta przemiana nie wymaga ofiar. Można zrobić to szybko, skutecznie i bez strat.

Do zobaczenia po Dziecięcej Stronie.
Krzysztof.

8 thoughts on “Potrzebna nam zmiana jakościowa !

  1. says

    Witam , chciałabym aby moje dziecko na swojej drodze spotykało ludzi którzy ,nudną naukę zamienialiby w pasję . Zeby moje dziecko nie mówiło , że się musi uczyć , ale żeby nauka była mu przekazana jako nieustająca zabawa. Pozdrawiam K.K

  2. tatoJanek says

    Myślę i zastanawiam się nad tym jak zrobić, żeby nie zabijać w dziecku naturalności. Nie chciałbym zapisać dziecka do szkoły podstawowej, czy są jakieś procedury? Czy trzeba spełnić jakieś wymagania? Proszę o podpowiedź

  3. Krysia i Janek,
    Wszystko zależy od ludzi. Ludzie, z którymi chcielibyście, żeby wzrastały wasze Dzieci wbrew pozorom istnieją i nie jest ich mało. Ważne jest, żeby ich szukać, znajdować i iść przez życie razem z nimi. Niestety system oświatowy, nie tylko w Polsce, nie działa tak, że wyłapuje z tłumu i zatrudnia takich ludzi. Trzeba ich szukać samemu. W szkołach też się zdarzają chociaż bardzo rzadko. Drugie nietety jest takie, że jeżeli już dacie się namówić na uczestnictwo w systemie oświatowym, obojętnie czy prywatnym czy państwowym, to znacznie zawężycie sobie pole możliwości. Im dalej od systemu, od szkół, przedszkoli, żłobków itp, tym łatwiej dbać o rozwój Dziecka.

    Krysia,
    Nauka JEST nieustającą zabawą, pasją, niesamowitą przygodą …
    Tak przynajmniej człowiek ma w genach i tak się poczyna i rodzi i tak spędza pierwsze miesiące a czasem lata swojego życia. A czasem tak ma przez CAŁE życie. Wystarczy spojrzeć z jakim zacięciem Dzieci obserwują otoczenie od 1go dnia życia i z jakim zacięciem uczą się wszystkiego co w tym otoczeniu znajdą. Na przykład chodzenia i mówienia a wcześniej jedzenia czy oddychania. WSZYSTKO co robi człowiek od poczęcia jest NAUKĄ. Sposób w jaki system oświatowy rozumie i realizuje naukę jest po prostu w 100% błędny. Według mnie w 100%. Dlatego uważam, że system trzeba przejechać walcem a nie udoskonalić czy zreformować. Tak jak z komunizmem. Poprawianie systemów komunistycznych nic nie zmienia. Zlikwidowanie ich, chociaż w efekcie daje potem mnóstwo niewiadomych i problemów, zmienia wszystko. Na lepsze.
    A dopóki systemy edukacyjne istnieją bardzo dobrym rozwiązaniem jest trzymać się od nich z daleka i jednocześnie zaangażować się osobiście w proces rozwoju i edukacji własnego Dziecka. Szukajcie ludzi, pozwalajcie Dziecku iść w miasto i znaleźć sobie nowych przyjaciół, sami uczcie się nowych rzeczy i rozmawiajcie z nieznajomymi o życiu. Bądźcie jak Dzieci, które właśnie odkryły, że chodzenia mogą się nauczyć bo to machanie na leżąco rękami i nogami w końcu doprowadza do przemieszczania!

    Janek,
    Procedury i wymagania są bardzo proste. W sieci jest mnóstwo blogów, stron i grup Rodziców uczących Dzieci pozaszkolnie. W szkole, w której my jesteśmy zarejestrowani (Trójmiasto) jest prawdopodobnie koło setki Dzieci edukujących pozaszkolnie. Nie mam dokładnych danych ale widzę po liczbie Dzieci spotykających się przy różnych okazjach, że to już dawno nie są liczby typu 2 czy 3 Rodziny. Są też szkoły, które pomagają Rodzicom. Według mnie najważniejsze na początek to nie rozmawiać z najbliższą szkołą, na przykład dlatego, że tam będą chodzić koleżanki i koledzy mojego Dziecka, tylko znaleźć sobie odpowiednią szkołę, bez względu na odległość i z nią zacząć wspólną przygodę. Według polskiego prawa trzeba zarejestrować Dziecko w jakiejś szkole – nie ma rejonizacji, można to zrobić na drugim końcu kraju, i raz w roku trzeba zdać egzamin. W klasach 1-3 chyba nawet wystarczy raz na 3 lata.
    Druga według mnie ważna rzecz to nie przenieść szkoły do domu bo efekty mogą być jeszcze gorsze. Czyli odszkolniamy 🙂 pozbywamy się nawyków i przesądów mówiących na przykład, że musi istnieć w życiu człowieka podział na przedmioty i lekcje, że trzeba się dobrze uczyć i dobrze zdawać egzaminy a potem dostać dobrą pracę itd.

    Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że kiedy odsuniemy Dziecko od systemu szkolno-przedszkolnego zaczyna ono żyć pełnią życia, rozkwitać, rozwijać się i radośnie uczestniczyć we wszystkim co dzieje się dookoła.
    Dla Rodziców też jest to często PRZYGODA ŻYCIA.

    Jakby co – zapraszam do współpracy.
    Dane w zakładkach kontakt i newsletter
    No i trzymam za Was kciuki 🙂

    pozdrowienia,
    Krzysztof.

  4. Magda says

    Heloł, hej 🙂

    Dzięki, poczytałam sobie 🙂

    Nina się odszkalnia na wsi, łowi ryby itd. Odpoczywa. Tak jak mówiłam Ci ktoregoś razu, jak rozmawialiśmy, bardzo szybko po decyzji przejścia na ED zaczęła odżywać, więcej, po miesiącu zaczęła interesować się astronomią 🙂 mamy ksiażki o zjawiskach na niebie, leżą na parapecie, pewnego dnia zaczęła pytać o gwiazdy, ja, jako adept astrologii coś tam zaczęłam opowiadać, pokazywać, potem wzięłam ksiażki i 2 godziny z nosami w książkach spędziłyśmy 🙂

    * * *

    Lęki. Sama nie byłam od nich wolna. Teraz też troszkę się boję, niepokoję może. Ale wierzę, że damy radę mimo wszystko 🙂 Są możliwości :)))

    Krzysztof, bardzo Ci dziękuję jeszcze raz za tamtą dłuuuugą rozmowę 🙂 cieszę się, że los zsyła mi ludzi, którzy myślą podobnie do mnie, ale obudzili się szybciej i mają już doświadczenie 🙂 i moje lęki poprzez samą swoją obecność przeganiają 🙂 gdybym ja wiedziałą o takich możliwościach wcześniej !!!…
    Lepiej późno, niż wcale 🙂

    Do zobaczenia zapewne niedługo 🙂

    Magda

  5. EM says

    Cześć Krzysztofie,

    Pewnie już wszystko albo prawie wszystko wiesz w kwestiach wychowania dzieci. Ja ciągle się uczę na błędach i osiągnięciach.
    Ale zgadzam się, że każde dziecko to już człowiek.
    Wysyłam Ci dwa artykuły, które ostatnio mnie zainteresowały na ważne tematy, które też można poruszyć na zabawnanauka.pl

    http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-porwania-i-zaginiecia-koszmar-kazdego-rodzica,nId,1857915

    http://www.littleheartsbooks.com/2013/01/01/12-steps-to-gentle-parenting/

    Pozdrawiam,
    EM

    • EM,

      Poruszymy , poruszymy bo tematy są całkiem fajne.

      Co do kwestii wychowania Dzieci to oczywiście, że nie wiem wszystkiego bo po 1sze lubię się uczyć i poznawać nowe rzeczy a po 2gie, zakładam, że każde Dziecko jest inne i że tylko tak myśląc można osiągnąć sukces w wychowaniu. Takie założenie i taki sposób patrzenia na człowieka powoduje, że w przypadku każdego Dziecka wiedza o wychowaniu powstaje od zera, jest tworzona wspólnie przeze mnie i przez Dziecko w trakcie wychowywania.
      Wiedzieć wszystko można tylko jeżeli założy się, że wiedza to skończony i zamknięty zbiór. Mam nadzieję, że nigdy do takiego zamknięcia nie dotrę. Zawsze staram się, przy okazji spotkania każdego Dziecka, którego wcześniej nie znałem, skasować do zera swoje własne przekonania i przesądy i uczyć się od niego. Często się udaje 🙂

      Pozdrawiam,
      Krzysztof

  6. Ania says

    Bardzo optymistyczny artykuł. My mamy dzieci w ED, pierwsze w 1ej klasie od września, kolejne na razie po prostu w domu. Dzieci rozwijają się fantastycznie, zwłaszcza Adaś, który czyta od 3,5 roku życia. Matematyka to jego pasja – sam sobie puszcza na YT filmiki z matematyki – nawet z 6tej klasy podstawowej i wymyśla sobie zadania. Przedszkole i szkoła by to w nim zabiły.
    Jakkolwiek na temat systemu oświaty mam takie samo zdanie (jak nie gorsze), to muszę dodać, że realnie taki przewrót o jakim piszesz nie jest w najbliższym czasie możliwy. W Niemczech odbierane jest rocznie 40 ty dzieci rodzicom, a częstym powodem jest to, że rodzice nie chcą posłać dziecka do szkoły. Chcą uczyć domowo, z dala od systemu. Od czasu wprowadzenia modelu pruskiego, nie zmieniła się nigdzie podstawowa zasada – państwo kładzie łapę na szkolnictwie, bo tak się urabia obywateli by byli posłuszni i ogłupieni (jedno z drugim idzie w parze często jeśli chodzi o dyktatury systemu). W szkole istnieje propaganda – teraz to gender, seksualizacja dzieci oraz zakłamywanie historii – zwłaszcza państwa polskiego. Myślisz ze państwo nam wszystkim odda dzieci byśmy je domowo uczyli (zwłaszcza że rzadko jeden z rodziców może zostać z dzieckiem w domu)? Nie odda bez walki. Nie obejdzie się albo bez upadku systemu (nie rządów, bo to nic nie zmieni) albo i ofiar. Tyle że warto – dla dzieci, dla nas samych, dla przyszłości narodu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *