Od czego zacząć (część 1)

Od czego zacząć ?

To pytanie pojawia się bardzo często i pewnie będzie pojawiać się zawsze i zawsze chętnie będę na nie odpowiadał.
1sza rzecz jaką należy zrobić to przeczytać parę książek, żeby nabrać odpowiedniej perspektywy. Współczesne wychowanie polega na nauczeniu Dziecka posłusznego i bezmyślnego wykonywania poleceń. Koniec tematu i kropka. Wczoraj na skateparku przy szkole (Gdynia-Dąbrowa) pojawiły się 3 rodziny z wózkami, spacerówki, jakieś 5 Dzieci w wieku 3 do 5 lat. Ekipa gadał po portugalsku, angielsku i chyba łamanym polskim i rosyjskim. Jak rozumiałem tylko angielski więc całości nie znam ale Portugalczyk tłumaczył, że u nich też są takie fajne alternatywne miejsca jak Montessori. ALTERNATYWNE ?!?!?

Ludzie obudźcie się !

Montessori (będziemy o tym w najbliższej przyszłości mówić szczegółowo) zaczyna się od podążania za Dzieckiem, od pozwolenia Dziecku na wolność wyboru itp. itd. Ale jak przyjrzycie się opisom tych super alternatywnych miejsc to zaraz po 1szym zdaniu o wolności i podążaniu pojawia się taki mały druczek w nawiasie brzmiący mniej więcej tak:
(W ramach wyznaczonych limitów)
No i wszystko na ten temat. Nawet jeżeli nie ma takich dopisków to wystarczy spojrzeć. Cały świat Montessori jest w wiadomy z góry sposób skonstruowany, zamknięty i ograniczony. Nie ma ani odrobiny miejsca na jakąkolwiek działalność poza naznaczonym świętością obszarem. Dziecko wchodzi do sztucznie stworzonej rzeczywistości i musi się dostosować. Do tego oczywiście potrzebna jest dyscyplina i korekta błędów. I ten tekst że „nie ma ocen”. Każda jedna pierdoła ma na odwrotnej stronie jedynie słuszną odpowiedź na zadane pytanie i ocenę. A to, że Dziecko ma się ocenić samo wg stworzonego wcześniej przez dorosłego systemu to mnie się kojarzy z TOTALNYM UPOKORZENIEM.

Jedno wiem na pewno. Jak żyję nie widziałem w Montessori Dzieci szczerze szczęśliwych, uśmiechniętych, ryczących ze śmiechu i trzymających się ze śmiechu za przepony. Montessori JEST SMUTNE. Nie patrzcie na materiały, systemy, wnętrza, wyposażenie, nauczycieli. Spójrzcie na Dzieci. Dajcie im pół dnia bez żadnego nadzoru – albo będą zachowywać się jak roboty, powtarzać wyuczone zachowania, albo …
No w każdym razie ja wolę to drugie albo. Jakiekolwiek by nie było.

Alternatywne dla rozwiązań systemowych nie jest stworzenie podobnego (wg mnie identycznego) systemu z lepszym marketingiem tylko wyjście poza system. Alternatywne dla wszystkiego tego co się dzieje obecnie na świecie jest uderzenie w obecne od milionów lat możliwości człowieka, Dziecka i Rodzica. Wilki w stadzie lepiej wychowują niż ludzie. Na szczęście rodzące się Dziecko nie wie o całym naszym kulturowo-cywilizacyjnym zamieszaniu i ma w sobie wszystko czego potrzebuje. Dopiero my – dorośli uczymy, że społeczeństwo mówi „lekarz lepszy od tancerza” i że do tego trzeba się dostosować. I że koszty nie mają znaczenia. Dla przykładu lekarz jest często coraz bardziej lekarski kosztem umierających pacjentów. I to jest w dzisiejszym światowym społeczeństwie akceptowalne. W moim świecie nie jest. W świecie Dzieci nie jest. W świecie Korczaka nie jest. W świecie Domana nie jest. W świecie Twojego Dziecka nie jest, dopóki go tego nie nauczysz. Zmień perspektywę. Ucz czego innego.

Do zrozumienia tego wszystkiego potrzebna jest zmiana perspektywy. Mamy niestety w okolicy potylicy wszystko to co nam przodkowie wciskali i to co ciągle oglądamy w reklamach.

Kolejność czytania dowolna:

– Glenn Doman, „Jak nauczyć małe Dziecko czytać”, Bydgoszcz 1992,
i wszystko co dacie radę Domana ale ta jedna jest najważniejsza. Jest w niej na przykład opisana szczegółowo historia Tomka Luńskiego. W innych książkach jej nie ma a był to przełomowy moment w odkryciach Domana. Sprawy techniczne są w niej najmniej ważne. Najważniejsza jest filozofia takiego podejścia do człowieka. Jak spojrzycie na bieżące filmy z IAHP i posłuchacie co mówi Janet Doman to mówi np., że wśród pytań od Rodziców wiele jest takich które dotyczą spraw technicznych (jak szybko pokazywać karty, jaka wielkość czcionki, itp) a oni (czwórka Domanów, Glenn, żona Kate, córka Janet, syn Douglas) i ich współpracownicy (Susan Aisen, Bruce Hagy, … długo by wymieniać) od zawsze próbują powiedzieć, że sprawy techniczne nie są aż tak ważne. Najważniejsza jest filozofia. Próbują i nie mogą. 70 lat przeleciało, miliony sprzedanych książek i ciągle Rodzic pyta jak ma być czcionka zamiast np. „jak poradzić sobie z wrogo do rozwoju Dziecka nastawioną częścią Rodziny” albo „czy czas poświęcony na przekonywanie Rodziny to czas stracony bo nie poświęcam go Dziecku czy czas dobrze zainwestowany, który szybko zaowocuje?” albo „Widzę po Dziecku, że jest super i chcę się jeszcze bardziej zaangażować ale boję się i nie wiem czego, co mam robić?”.
Polecam zdecydowanie 1sze polskie wydanie tej książki czyli Bydgoszcz 1992, Excalibur, w tłumaczeniu Marka Pietrzaka i z pomocą Katarzyny i Krzysztofa Liszczów. Obecne wydanie jest pełne błędów merytorycznych i raczej zniechęca do robienia czegokolwiek. Gdybym ja przeczytał obecne tłumaczenie jako 1sze, z którym miałem kontakt to chyba bym się książką nie zachwycił. A tłumaczenie bydgoskie zachowuje moc i magię oryginału oraz pokazuje „polską wersję” „metody Domana”.

– Shinichi Suzuki – „Karmieni Miłością”, Warszawa 2010,

– Jean Liedloff – „W głębi kontinuum”, Warszawa 2010,

– Frederick Leboyer – „Narodziny bez przemocy”, Warszawa 2012,

– Alexander S. Neill – „Nowa Summerhill”,
chyba wydał ZYSK, ja swoją pożyczam z lokalnej biblioteki ale znajdziecie w sieci to wydanie. NIE MYLIĆ z wcześniejszym wydaniem „SUMMERHILL”, która została przerobiona przez amerykańskiego wydawcę na potrzeby rynku USA. Co za porażka!

– Makoto Shichida
co uda wam się znaleźć to czytajcie, książki, wywiady, artykuły, w dowolnym języku, na pisał jakieś 200 prac, po japońsku, po chińsku jest ich ze 20 chyba, po angielsku 4. Ja mam 2 z nich, w poniższym tekście dwie strony.

– John Holt – „Zamiast Edukacji”, Impuls, Kraków 2007 i wszystkie inne

– Janusz Korczak – czytajcie wszystko co wpadnie wam w ręce ale czytajcie między wierszami a nie wprost.

Makoto Shichida - "Science of Intelligence and Creativity", Gotsu 1995, Japonia, s. 55

Makoto Shichida – „Science of Intelligence and Creativity”, Gotsu 1995, Japonia, s. 55

Po co te książki?

Przekonacie się na ich podstawie i na podstawie doświadczeń ich autorów, że

1. Pomysły na wychowanie, o których myślimy, że są naturalne dla homo sapiens i wręcz genetycznie zgodne z tym jakie rodzi się Dziecko zależą prawie w całości od … państwa urodzenia. Wychowujemy najczęściej Dzieci w kierunku „sukcesu” ale sukces dla Tybetańczyka to zupełnie co innego niż dla Amerykanina. I niestety okazuje się, że jeden i drugi nie jest mile widziany w Świecie Dzieci.

2. Najważniejsze sprawy dotyczące rozwoju w ogóle nie mają nic wspólnego z państwem, historią narodu, edukacją czy szkolnictwem co najlepiej widać na podstawie społeczeństwa, które w ogóle nie ma państwa. To co Liedloff opisuje dowodzi, że zarówno Amerykanie (przebojowość i gromadzenie dóbr jest sukcesem) jak i Japończycy (pokora i podporządkowanie jest sukcesem) są w błędzie i że najlepszy z każdego punktu widzenia sposób na wychowanie, taki zgodny z rzeczywistym (to chyba złe słowo) potencjałem człowieka leży o wiele głębiej niż nam się wydaje. Przez ostatnie tysiąclecia nie możemy się do niego dokopać.

3. WSZYSTKO jest sprawą uczenia. Uczenia się. Samemu. Wg Johna Holta „Człowiek to zwierzę uczące się”. Człowiek rodzi się „pusty” i wszystkiego musi się nauczyć. W związku z tym nie istnieje takie coś jak TALENT. A bardziej dosłownie, 100% Dzieci uczonych metodami Doman, Shichida, Suzuki ma absolutny słuch muzyczny i absolutną pamięć muzyczną. A wszystkie te „metody” zakładają BRAK EGZAMINÓW WSTĘPNYCH podczas przyjmowania Dzieci na „zajęcia”.

4. Chcemy uczyć Dzieci bo zakładamy, że jesteśmy lepszymi nauczycielami, wiemy więcej, mamy doświadczenie, itp. Ale okazuje się, że 1sza lekcja człowieka, którą on sam sobie organizuje i sam jest doskonałym studentem i nauczycielem to lekcja oddychania płucami. Dorośli doskonale potrafią w tym przeszkadzać. Największym wyzwaniem dla Rodzica w dzisiejszych czasach jest wg mnie „NIE PRZESZKADZAĆ”.

5. Podchodzimy do sprawy „wychowania” i rozwoju bardzo płytko i powierzchownie. Wciskamy Dzieciom tabliczkę mnożenia do 10ciu a one przy odrobinie dobrej woli i pokory z naszej strony potrafiłyby dawno całkować, różniczkować i rozwiązywać zagadki topologiczne w pamięci bez najmniejszego problemu. Najlepiej pokazuje to Shichida. Wszelkie sprawy dla kultury zachodu uważane za NIEMOŻLIWE są dla Dzieci bajecznie proste i oczywiste. Gdyby Dzieciom oddać głos to pewnie w kulturze wschodu również znalazłyby mnóstwo ograniczeń i niedocenienia możliwości człowieka.

6. Holt i Neill – CAŁY system edukacji jest do wymiany. Na całym świecie. „Reformy” tylko pogarszają sprawę. Nawet na gadanie o tym szkoda czasu. Niezbite dowody istnieją od wielu lat. Zarówno Holt jak i Neill poświęcili sprawie CAŁE SWOJE ŻYCIE. Jedyne co zostało to rozprawić się z własnymi przekonaniami. Tylko tyle i aż tyle.

Makoto Shichida - "Science of Intelligence and Creativity", Gotsu 1995, Japonia, s. 56

Makoto Shichida – „Science of Intelligence and Creativity”, Gotsu 1995, Japonia, s. 56

Jak już poczytacie i przesiąkniecie tym pomysłem, że Dziecko to też Człowiek i że społeczeństwo nie lubi człowieka (lubi podatnika, pracownika, petenta) to czas na wyznaczenie miejsca startu.

Pierwsza rzecz jaką robi IAHP dla przyjezdnych to ocena rozwojowa Dziecka według tabelki, którą wymyślił Doman. Tabelka nazywa się The Institutes’ Developmental Profile (Profil Rozwojowy wg IAHP) I do niej jest cała masa różnych ćwiczeń i sprawdzianów. Takie badanie jednego Dziecka trwa chyba cały dzień. Nie byłem i na własne oczy nie widziałem ale tak wynika z opisów. Po takim badaniu Rodzic dostaje program na pół roku i wio do domu. Celem jest rozpoczęcie w odpowiednim dla Dziecka miejscu. Jeżeli czyta „dorosłe” książki samodzielnie to nie pokazujemy już słów dużą czcionką. Jeżeli robi salto do tyłu bez naskoku z miejsca to nie uczymy czworakowania, itp.

To umiejscowienie musi każdy musi zrobić sam, chyba, że ma czas i kasę, żeby pojechać do Filadelfii.
Największym problemem współczesnego Rodzica jest wg mnie niska umiejętność obserwacji otoczenia (w tym własnego Dziecka) i kompletny brak umiejętności wyciągania wniosków, I nam wszystkim przeszkadza. Widzimy, że Dziecko płacze albo, że zaczyna mieć zły humor ale zamiast spokojnie patrzeć o co chodzi i co nam Dziecko chce powiedzieć upieramy się przy tabelkach opracowanych przez ekspertów. Najgorsze co często słyszę od Rodziców to „przyzwyczai się”. Dzieci już przestają komunikować wprost o co im chodzi tylko uderzają od razu w histerię (np. nie chcę jeść tego czy tamtego, nie chcę, żeby mnie na siłę rozciągali, nie chcę do przedszkola do tej pani, …) a Rodzic spokojnie mówi „Mam nadzieję, że się przyzwyczai”. To są przecież TORTURY!

Musimy wszyscy zmierzyć się początkiem tego procesu. Nie z tym, w którym Dziecko już nie chce się komunikować tylko z momentem, w którym Dziecko ZACZYNA CHCIEĆ NAM COŚ POWIEDZIEĆ. Przy odrobinie wprawy można na przykład łatwo zaobserwować moment, w którym Dziecko „zaraz zacznie się nudzić”.

Takie rzucam Wam wyzwanie. Ćwiczcie zgadywanie co zaraz będzie chciało zrobić/powiedzieć/nie zrobić Wasze Dziecko. I od razu mówię, że to łatwe  Trzeba tylko wyrzucić z własnej głowy wszelkie nawarstwione latami przekonania. Dzieci doskonale pokazują o co im chodzi.
Jak już nabierzecie odrobinę wprawy to róbcie według książek Domana to co uważacie za stosowne i obserwujcie zachowanie Dziecka. Róbcie trochę ćwiczeń na wyrost i trochę „za łatwych” i obserwujcie zachowanie Dziecka. Róbcie zdecydowanie za trudne ćwiczenia i obserwujcie zachowanie Dziecka. Róbcie absurdalnie trudne ćwiczenia i obserwujcie zachowanie … własne, własne myśli, uczucia, ściskanie w dołku, szczypanie w plecach, …

I wyciągajcie wnioski.

Pomysłem Domana na „wychowanie” jest CAŁKOWITE oddanie władzy Dziecku. Od 1go dnia. Złota reguła pozwalająca uniknąć wszelkich porażek brzmi: „Jak tylko Dziecko nie bawi się dobrze i Ty nie bawisz się dobrze – przerwij, coś robisz nie tak”. Milczącym założeniem takiej filozofii jest to, że Dziecko zna swoja drogę rozwojową i że zawsze działa w dobrej wierze i z korzyścią dla siebie. No i trudno się z tym sprzeczać. Według mnie tak rzeczywiście jest. I mam na to dowody. Wystarczy prosta, bezstronna obserwacja Dzieci w różnym wieku i w różnych sytuacjach.

Będziesz płakać ze szczęścia kiedy zorientujesz się, że to Dziecko prowadzi własny program rozwojowy używając Ciebie – Rodzica jako narzędzia.

Pamiętajcie o jednej bardzo ważnej rzeczy, która jest bardzo sprzeczna z naszymi przekonaniami, że
WIEK NIE MA ZNACZENIA. Wiek kalendarzowy i wiek biologiczny NIE MAJĄ ZNACZENIA.
WAŻNY JEST WIEK ROZWOJOWY, według tej tabelki, W KAŻDYM Z OBSZARÓW ZBADANY NIEZALEŻNIE.

Glenn Doman, Profil Rozwojowy IAHP wg Glenna Domana, "Wykorzystaj Potencjał ...", Helion, Gliwice 2013, s. 56

Glenn Doman, Profil Rozwojowy IAHP wg Glenna Domana, „Wykorzystaj Potencjał …”, Helion, Gliwice 2013, s. 56

Do dzieła !

Pozdrawiam i Trzymam Kciuki !
K.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *