Jak powinien wyglądać jeździk ?

Jak dokładnie powinien wyglądać rower (jeździk) dla Małego Dziecka ?

Wynik 3 lat doświadczeń - link do artykułu.

Wynik 3 lat doświadczeń.

Z moich obliczeń i obserwacji wynika, że rower może spokojnie być prezentem na pierwsze urodziny a jeżeli rozwój fizyczny ma się odbywać według Domana a nie według naszych ministrów sportu to i wcześniej.

Ale po kolei …

Cel jeździków jest tylko jeden – rozwój Dziecka (ROZWÓJ i ZABAWA to dla Dziecka to samo zjawisko). Dokładniej – ćwiczenie równowagi. Doman dzieli rozwój fizyczny na trzy elementy: motoryka duża, motoryka mała i równowaga, przy czym na początku (od urodzenia) ćwiczenia równowagi są ćwiczeniami pasywnymi (to my bujamy dzieckiem) a z czasem przechodzą w ćwiczenia aktywne (dziecko samo ćwiczy, na przykład chodzenie po równoważni). Co do ćwiczeń jazdy na jeździku i rowerze, to ani u Domana ani u Shichidy nie ma ich w ogóle. Chyba dlatego, że są tak proste i oczywiste. Doman wspomina tylko w książce „How to teach your baby to be physically superb”, że wszyscy uczniowie Instytutu, tak samo jak we wszystkich innych dyscyplinach sportowych (pływanie, bieganie, gimnastyka), również w jeżdżeniu na rowerach są doskonali.

Tu mała dygresja z innej „szkoły”. Alexander Sutherland Neill, pomysłodawca, wykonawca i wieloletni dyrektor szkoły Summerhill, pisze w książce „Nowa Summerhill”, że gdyby dzieci mogły decydować, to chyba w ogóle nie potrzebowałyby zajęć wf-u. U niego w szkole dzieci biegają, pływają i jeżdżą na rowerach na okrągło. I tak jak Doman celowo nie koncentruje się na grach zespołowych (często wprowadzają element niezdrowej rywalizacji) tak w Summerhill dzieci same z siebie rzadko grywają w takie gry. Natomiast biegają po okolicy, pływają w szkolnym basenie i jeżdżą na rowerach bardzo chętnie i nie trzeba ich do tego w ogóle namawiać.

Jeżdżenie na rowerze jest doskonałą zabawą.
Dla każdego dziecka bez wyjątku. Każde dziecko, do pierwszych urodzin, widzi tysiące razy jeżdżące na rowerach dzieci i jeżdżących dorosłych. Naszym zadaniem jest dać dziecku wygodny i bezpieczny rower (jeździk), odpowiedni wagą i geometrią do wieku, oraz nie przeszkadzać w zdobywaniu nowych umiejętności. Trochę motywacji i głośnych oklasków też się oczywiście przyda. I to właściwie wszystko. Nie są potrzebne żadne specjalne ćwiczenia ani „metody”. To tak jak z nauką chodzenia. Roczne dziecko ma tyle naturalnej chęci i możliwości, że samo nauczy się chodzić, jeżeli tylko dostanie taką możliwość i jeżeli rodzice będą chwalić za każdy nowy krok.

Jaki powinien być jeździk?
Poniżej wszystkie cechy jeździka, które udało mi się wyodrębnić, zbadać i maksymalnie udoskonalić albo porzucić jako zbędne i niegodne uwagi.

Wysokość siodełka
W jeździkach, które na początku konstruowaliśmy: 30-38cm (5 pozycji). W najniższym modelu, takim dla rocznego Dziecka albo i młodszego, 26-34cm. Plus możliwość wymiany wspornika siodełka na dłuższy o 4cm. Przy jeszcze dłuższym siodełku cała geometria roweru powinna być inna więc ich nie stosujemy.
Wysokość siodełka to najważniejsza sprawa w rowerze. Nieraz widziałem jeździki dla trzyletnich dzieci (według opisu producenta), które miały siodełko tak wysoko, że w żaden sposób nawet duży trzylatek nie mógł sięgnąć palcami do ziemi! Siodełko powinno być na takiej wysokości, żeby dziecko, siedząc swobodnie i uginając lekko (albo bardzo lekko) kolana mogło oprzeć obydwie stopy piętami na ziemi. Inaczej – jeżeli dziecko stanie na nogach mając jeździk pod sobą to odległość od pupy do siodełka powinna wynosić jakieś 2-3 cm. Podstawowy cel takiej wysokości siodełka to łatwość opanowania przewracania roweru. Jeżeli dziecko zamiast przewrócić się razem z rowerem zdąży sięgnąć stopą do ziemi to cały proces nauki będzie łatwy i przyjemny. Poza tym uczenie się utrzymywania równowagi na rowerze dotyczy roweru stojącego w pionie a nie leżącego na ziemi. Pierwszym ćwiczeniem jakie dzieci same wykonują jest chodzenie z rowerem trzymanym za kierownicę oburącz albo obok siebie (prowadzenie roweru) albo idą nad rowerem. Siodełko w tym ćwiczeniu nie jest w ogóle używane i jeżeli będzie zbyt wysoko to po prostu będzie przeszkadzać. Potem, kiedy dziecko juz biega na rowerze, można regulować wysokość siodełka w zależności od „stylu” jazdy. Można nawet zmieniać wysokość siodełka każdego dnia. Jeżeli dziecko ma ochotę na szybką jazdę to często będzie przyjmowało pozycję „żużlowca przy starcie”. Klatką piersiową położy się na kierownicy i mocno odpychając się nogami będzie intensywnie przyspieszać. Wtedy noga odpychająca będzie miała straci kontakt z podłożem dopiero daleko za tylnym kołem. Najwięcej radości przynosi taka jazda z bardzo obniżonym siodełkiem. Dla odmiany, jeżeli dziecko ma w danym dniu ochotę (też w późniejszym etapie nauki) na jazdę w pozycji pionowej, trzymanie z daleka kierownicy i machanie nogami (jak siedząc na za wysokiej ławce) z lekkim tylko dotykaniem podłoża palcami to siodełko powinno być podniesione wyżej. Taka jazda często podoba się dzieciom przy zjeżdżaniu z górki, kiedy mają już opanowaną równowagę.
Minimalna wysokość siodełka jaką potrzebowały kiedykolwiek „nasze” dzieci to 26cm. Taką wysokość siodełka ma nasz „najmłodszy” rower. Jeżeli znajdziemy niższe dzieci to zmienimy konstrukcje roweru i będzie on jeszcze niższy.

Kształt (szerokość) siodełka.
„Na żabkę” czy sportowe kolarskie?
nie ma aż takiego znaczenia.

Wysokość kierownicy.
45-50cm (5 pozycji)

Szerokość kierownicy.
44cm.

Długość uchwytu (rączki) kierownicy (grip).
10-12cm.

Ograniczenie promienia skrętu kierownicy.
Nasze rowery nie mają tego ograniczenia. Sprawa jest bardzo dyskusyjna. Według mnie ograniczenie promienia skrętu kierownicy nie jest do niczego potrzebne a może nawet utrudnia naukę jazdy. Jeżeli ma jakiekolwiek zalety to może w ciągu pierwszych tygodni nauki. Ale z drugiej strony pierwsze kroki na rowerze to albo stanie w miejscu albo chodzenie na rowerze w bardzo wolnym tempie. Wydawałoby się, że im dziecko szybciej jeździ tym bardziej ograniczenie promienia skrętu kierownicy jest potrzebne. Ale dziecko tym szybciej jeździ im lepiej ma opanowaną równowagę a im lepiej ma opanowaną równowagę tym mniej potrzebne są jakiekolwiek ograniczenia. Celem nauki jazdy na rowerze (pomijając rozwój mózgu i wszystkie jego następstwa) jest taka umiejętność, która będzie potrzebna na „normalnym”, „dorosłym” rowerze. Bo na takich wszyscy jeździmy. A taki rower nie ma ograniczenia promienia skrętu. Poza tym każde dziecko potrafi nauczyć się dowolnie skomplikowanych czynności. Jazda na rowerze w porównaniu z raczkowaniem czy chodzeniem jest naprawdę prosta. Im trudniejsze zadanie postawimy przed dzieckiem tym dla niego lepiej bo i tak je opanuje. Oczywiście musi odbywać się to odpowiednio wcześnie i w odpowiedni sposób. Jeżeli damy rower dziesięciolatkowi, który wcześniej nie miał dostępu do tego typu zabaw to nic z tego nie wyjdzie. W wieku sześciu lat rozwój mózgu jest już prawie zakończony i nie ma co liczyć na wielkie sukcesy bez wysiłku (tak jak na przykład w przypadku chodzenia).
Obserwując przez ponad dwa lata dzieci jeżdżące z ograniczeniem promienia skrętu i bez, stwierdzam, że jest ono szkodliwe z punktu widzenia dziecka i procesu nauki.
Sprawdzaliśmy też w naszym rowerze testowym różne kąty ograniczeń – od 5 stopni z każdej strony do 90 stopni. Uwaga uwaga. Przewrócić można się bez względu to jakie duże jest ograniczenie! Jeżeli dziecko sie na rowerze przewraca to robi to tak samo przy każdym ograniczeniu i tak samo bez żadnego ograniczenia. Przewracanie się jest nieodłącznym procesem uczenia się i żadnym ograniczeniem go nie zlikwidujemy. I bardzo dobrze bo bez przewracania nie można się nauczyć jeździć. Dokładnie tak jak z chodzeniem.
Co do bezpieczeństwa to nie wiem czy zauważyliście, że nikt z nas nie zakłada kasku na głowę zanim wstanie z łóżka codziennie rano. A chodzenie jest podobnym ćwiczeniem równowagi jak jeżdżenie na rowerze. Jeżeli damy dziecku jeździk odpowiednio wcześnie (około roku, jak już zaczyna chodzić) to tak doskonale opanuje tę umiejętność, że kask nie będzie potrzebny. Oczywiście do momentu wyjechania na ulicę albo wyścigów z kolegami z najwyższej górki na osiedlu. To już zupełnie inna sprawa.

Długość roweru.
90cm. na krótszym albo przewraca się do przodu i leci przez kierownicę na krawężnikach albo przewraca się do tyłu wjeżdżając pod górkę. I broda tudzież zęby i potylica są dosyć ważne. Na krótkich rowerach zyskuje tylko bilans producenta i pensja jego księgowej.

Waga roweru.
max 3kg. Im cięższy tym bardziej Dziecko ćwiczy mięśnie a tym mniej równowagę. Jeżeli nie posyłamy Dzieci na dźwiganie ciężarów tylko na pływanie lub taniec to również nie powinniśmy kupować rowerów cięższych niż 3 kg.

Średnica kół.
12 cali. Nie mniejsze. Dobrze zachowują się na dziurach, krawężnikach itp itd. mała opona zmniejsza sterowność roweru. Tak jak w wózku. Większość kół wózkowych ma 12 cali. Jak spytacie Mam co myślą o wózkach z małymi kółkami … to samo myślą Dzieci o rowerach z małymi kółkami.

Wymiary opony.
szerokość opony nie ma aż takiego znaczenia

Opony – pompowane czy twarde piankowe.
Osobiście nie spotkałem opon piankowych miękkich. Po pierwsze zużyłyby się chyba po tygodniu a po drugie opona piankowa, nawet jeżeli przyjmiemy, że ma parę zalet to nie da się jej twardości (albo miękkości) dopasowywać do ciężaru i stylu jazdy dziecka. To chyba dlatego wszystkie opony piankowe są twarde. Przy miękkich piankach cięższe dzieci ściskałyby oponę tak, że felga dotykałaby podłoża.
Im dziecko cięższe tym mocniej pompujemy opony. Im dziecko szybciej jeździ po krawężnikach tym mocniej pompujemy opony. Opona piankowa ma dwie zalety – nie trzeba jej pompować i nie można jej przebić oraz, czego często nie widać w cenach jeździków, jest tańsza i prostsza zarówno w produkcji jak i w eksploatacji.
Jeżeli sam jeździsz na rowerze to napompuj sobie opony „na kamień” albo wyrzuć opony i przejedź chociaż 100m na samych felgach. Różnica między oponą pompowaną a piankową jest właśnie taka. Różnica jest kolosalna. Opona to w rowerze podstawowy element amortyzujący wstrząsy i poprawiający komfort jazdy. Jeżeli nie ugnie się opona to ugnie się kręgosłup Dziecka. A nam zależy, żeby dziecko ćwiczyło równowagę a nie mięśnie pleców. Na mięśnie pleców są lepsze ćwiczenia niż jazda na rowerze.

Twardość opon.
Oponę należy napompować tak, żeby w terenie po którym Dziecko jeździ opona uginała się prawie do felgi a średnio do połowy swojej grubości. Jeżeli Dziecko jeździ już po krawężnikach to sprawdzamy ugięcie opony przy przejeżdżaniu przez krawężnik. Na początku jazdy w wieku  1-2 lata opona 12 cali powinna być PRAWIE PUSTA ! To znaczy jak napompujesz oponę „normalnie” to dla Dziecka jest to jak opona kamienna. Jak napompujesz  odpowiednio do wagi Dziecka to można oponę ścisnąć jedną dłonią i jest wrażenie że w ogóle nie ma powietrza – inie ma prawie w ogóle być powietrza ! jak Dziecko jedzie, podskakuje itp itd to opona MUSI sie uginać  prawie do felgi, jak uderza felga o podłogę – trochę dopompować jak nie uderza – jest ok. Jak jak pompuję dla Najmłodszych to jest tak mało powietrza, że opona „lata luzem” i prawie nie trzyma się felgi. Tak właśnie ma być.

Łożyskowanie kół. Kulkowe czy ślizgowe.
nie ma aż takiego znaczenia. kulkowe trochę droższe.

Luzy na osiach.
Jeżeli wybierzemy łożyska ślizgowe to takie koło będzie miało, z czasem lub od razu, luz na osi. Będzie lekko kiwało się na boki. Można zastosować łożyska ślizgowe, które nie mają luzu ale są one tak samo drogie jak łożyska kulkowe więc nie ma to sensu.

Materiał.
Tylko i wyłącznie drewno (sklejka sosnowa) – lekkie, ciepłe, miękkie, elastyczne.

Zużycie roweru.
totalnie zużyty też jest ok. Dziecko ucząc się nie będzie rozpędzało się do 60 km/h. Michał jak się uczył to chwilami modliłem się w duchu że rower się rozpada i że prawie mu koła odpadają bo jakby był super wyregulowany to szybkości byłyby naprawdę duże a tak poluzowane koło i powykrzywiana kierownica zawsze przyhamuje lekko żużlowca i nie trzeba tak za nim biegać. A rower był cały rozregulowany bo jeździła na nim cała okolica – dzieci w wieku 2 ale też 12 lat. He he.

Dezajn rowerowy.
bez znaczenia. sam fakt że można jeździć jest tak fantastyczny że te wszystkie trąbki tylko odwracają uwagę podróżnika i często wkurzają Rodzica.

PROCES UCZENIA SIĘ.
Jak ze wszystkim. Za każdym razem musi być troszeczkę trudniej. Jak w kartach do czytania, kropkach itp. Jak Dziecko chce dzis pojeździć po krawężnikach albo z dużej górki a wcześniej tego nie robiło to nie mów „nie bo tego jeszcze nie umiesz” tylko „super ! bo tego jeszcze nie robiliśmy!” Ważna jest asekuracja. Taka, która pomaga Dziecku w nauce i rozwoju ale też nie ogranicza. Wszelkiego rodzaju kije, boczne kółka i inne cuda pomagają TYLKO i WYŁĄCZNIE Rodzicom a właściwie nie pomagają tylko uspokajają ich lęki. Dziecku przeszkadzają i je ograniczają czyli troche jakby cofały w rozwoju i nauce.

Wiek rozpoczęcia „nauki”.
Jak najwcześniej ale niech to Dziecko zdecyduje. Jeżeli Wy jeździcie to nie trzeba zachęcać. Jeżeli nie jeździcie to Dziecko oglądające kolegów na podwórku i tak wie o co chodzi. A dla większej zabawy zawsze można puścić kilka filmików z YouTube pokazujących roczne i dwuletnie dzieci jeżdżące po rampach amerykańskich.

pozdrawiam serdecznie z toru wyścigowego,
KK

One thought on “Jak powinien wyglądać jeździk ?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *