Doman po polsku cz.1

Oczywiście wszystko co poniżej jest moją prywatna opinią i mogę się w wielu miejscach mylić. Ale mogę się też nie mylić. Jedno jest pewne – zawsze warto pytać skąd co wiadomo i sięgać do oryginałów. Nauczyłem się tego dawno temu w szkole kiedy po kolejnym zapewnieniu nauczyciela że “tak ma być” postanowiłem sprawdzać czy rzeczywiście tak ma być. To jedna z niewielu rzeczy, których nauczyła mnie szkoła. Bardzo często okazywało się, że nie koniecznie “tak” ma być. Czasem wręcz okazywało się że, “tak” jest zupełnie odwrotnie.

Od paru tygodni obserwuję nasilenie działań marketingowych oklejonych etykietkami „metoda Domana”, które według mnie nie mają wiele wspólnego z tzw. “metodą Domana” a czasem wręcz nie mają NIC wspólnego. Oprócz nazwy oczywiście. Część dostawców szkoleń i materiałów mówi wprost, że inaczej się nie sprzeda, np. że jak napiszemy, że “od urodzenia” to nikt nie kupi a część z nich świadomie lub nieświadomie ale zawsze uparcie twierdzi, że to jest 100% metoda Domana a nawet, że mają błogosławieństwo IAHP na to co robią.

No to jedziemy po kolei. Najpierw Szkoła Talentów z Lublina.

Na stronie głównej znajduje się prezentacja video.
Zaczyna się od opisu metody globalnej. Jest taka metoda, dosyć łatwo opisać jej ogólne założenia. I wszystko jest ok ale nagle Pani opowiadająca o metodzie globalnej płynnie przechodzi do metody Domana i mówi: „metoda Glenna Domana pozwala dzieciom w wieku przedszkolnym uczyć się w sposób szybki i łatwy. Jest to sposób na to, żeby dzieci w tym okresie, kiedy najpłynniej i najpełniej przyswajają sobie wiadomości potrafiły czytać szybko i swobodnie. Jest to metoda do wykorzystania dla każdego – jest to jej największą zaletą. Mogą pracować nią rodzice z dziećmi. Mogą pracować tą metodą nauczyciele na zajęciach, terapeuci i jest to metoda przeznaczona specjalnie dla małych dzieci.”

No i jeżeli ktoś nie zna metody Domana bo nie czytał jego książek to z tego tekstu można się dowiedzieć, że metoda Domana zalecana jest dla Dzieci przedszkolnych.
A Doman przenosi całą odpowiedzialność za rozwój dziecka po pierwsze na początek życia, zaczynając od urodzenia czyli, dosłownie od pierwszego dnia życia a po drugie neguje wszechwiedzę ekspertów i niewiedzę Rodziców i uważa, że najlepiej o rozwój Dzieci dbają Rodzice w domu. O tym Szkoła Talentów nie wspomina.

Tekst z filmu: „[…] badania wielu naukowców wykazują, że dziecko najpłynniej i najprężniej uczy się w wieku od zera do sześciu lat i jest to jedyny i pierwszy moment, żeby kształtować różnorakie umiejętności dziecka, przede wszystkim umiejętności językowe. Jeżeli w tym okresie dziecko pozna prawidłową gramatykę, składnię, nauczy się czytać również, to będzie mu o wiele łatwiej funkcjonować w przyszłości. Nie będzie potrzebowało mozolnej nauki szkolnej, składania pojedynczych literek, słów.[…]”

Doman mówi o składni i gramatyce? Mówi raczej o zasadach językowych, których Dzieci się uczą poprzez słuchanie wielu przykładów. Po usłyszeniu odpowiednio dużej liczby „zwykłych” zdań czyli konkretnych przykładów zasad w danym języku dziecko samo znajduje reguły rządzące językiem. I dzieje się to bardzo szybko, zdecydowanie szybciej niż przyswojenie wyjątków od tych zasad. Tak samo jest w matematyce. Jeżeli pokażemy Dziecku odpowiednio dużo przykładów dodawania to ono samo „wymyśli” mnożenie kiedy będziemy chcieli dodać do siebie na przykład 47 trójek.

To prawda – nie będzie potrzebowało „mozolnej nauki szkolnej” ale Doman nie zajmuje się w ogóle osiągnięciami szkolnymi Dzieci PO uczenia czytania. Tu pojawia się pierwsze bardzo silne zawężenie dorobku życia Domana. Napisał on, wraz ze współautorami (Janet Doman – córka, Douglas Doman – syn, Susan Aisen, Bruce Hagy, inni) dziewięć książek i opracował wiele materiałów edukacyjnych, filmów video, kaset audio. Jest to wszystko praca bardzo dużego zespołu – kilkadziesiąt specjalistów z różnych dziedzin pracujących razem od 1941 roku do dnia dzisiejszego. Najpełniejsza lista tych nazwisk znajduje się w książce „What to Do About Your Barin-Injured Child…” oraz parę z nich w książce o matematyce „How to Teach Your Baby Math”. Doman to nauka czytania, matematyki, wiedzy encyklopedycznej, rozwój fizyczny (gimnastyka artystyczna, pływanie), nauka gry na instrumentach (tu wspólnie z Shinichi Suzuki) oraz cała masa osiągnięć na polu rehabilitacji, leczenia uszkodzeń mózgu, wszelkich niepełnosprawności itp. itd. Można by naprawdę długo wymieniać. Według mnie zrównanie „metody Domana” z nauką czytania jest dużym nieporozumieniem. „Metoda Domana” to dużo dużo więcej niż tylko nauka czytania.

Doman nigdzie nie mówi „przede wszystkim o umiejętnościach językowych”. IAHP opracowało „Profil Rozwojowy”, który dzieli rozwój Dziecka na sześć obszarów a jednym z nich jest umiejętność czytania (visual competence). Wszystkie są przez Domana traktowane równorzędnie. Dlatego właśnie należy czytanie traktować jako jeden z obszarów rozwoju Dziecka. Skoro Szkoła Talentów stosuje „metodę Domana to dlaczego nie wspomina nic o rozwoju fizycznym, sensorycznym, rozwoju zmysłu równowagi, itp. itd?
sowa
Parę słów komentarza do filmu.

Film, minuta 1:00 – 1:23.
Pokazywanie kart na filmie odbywa się w tempie 8 słów w ciągu 17,6 sek (proszę sobie zmierzyć) czyli 2.2sek/słowo (są cięcia w filmie więc w nieciętym obrazie mogło być nawet więcej niż 2,2sek/słowo) a Doman pisze, że karty należy pokazywać w tempie MAKSYMALNIE 1 sekunda na słowo a najlepiej szybciej.

Film, minuta 1:00
Dziecko wyraźnie patrzy na słowa przez mniej niż połowę czasu pokazywania (czyli tempo pokazywania można spokojnie zwiększyć dwukrotnie … do 1.1 sek – widzicie jak to się zgadza z „wytycznymi” Domana?). Przez resztę czasu dziecko patrzy na twarz nauczycielki. To jest to co Holt mówił o Piagecie – jego dzieci przez grubo ponad połowę czasu skupione były na nauczycielu a nie na zadaniu, które im pokazywał. Holt wnioskuje z tego, że dziecko pracuje bardziej nad spełnieniem oczekiwań nauczyciela sprawdzając jego reakcje widoczne na twarzy a do samego zadania nie bardzo się przykłada. Myślę, że tu jest tak samo a wystarczy posłuchać Domana i po prostu przyspieszyć. „Pokazuj najszybciej jak potrafisz.”

Film, minuta 1:56
Tekst z filmu: „Powinniśmy metodę stosować maksymalnie często, w różnych sytuacjach życia, w domu, na spacerze, podczas zabawy w piaskownicy. Zaczynamy pracę od pięciu wyrazów, powtarzamy je codziennie w seriach trzy do 9ciu powtórzeń. Następnie przechodzimy do wyrażeń dwuwyrazowych i pracujemy z Dzieckiem poprzez swobodne zabawy, poprzez układanie tych wyrażeń. Przede wszystkim powinniśmy metodę zastosować swobodnie i zastosować ją wtedy kiedy będziemy dobrze się czuć, kiedy będziemy zrelaksowani, dziecko będzie wypoczęte, najedzone, chętne do zabawy a my także będziemy mieli dobry humor.”

„maksymalnie często” – to tak ogólne określenie, że nie wiadomo co oznacza. Doman dokładnie określa na jakie aspekty należy zwracać uwagę. Sesje na początku pracy z Dzieckiem powinny być oddalone od siebie o minimum pół godziny, potem możemy ten czas skracać. Ważna jest ilość sesji w ciągu dnia ale też nie należy ich pokazać naraz tylko raczej rozrzucić po całym dniu. „Gęściej” pokazywane sesje mogą zniechęcić. Pokazywanie od 3 do 9 sesji znowu jest nieporozumieniem albo uproszczeniem bo każdy z 5 zestawów kart (o tym chyba nie ma w żadnym miejscu strony ani filmu) pokazywany jest 3 razy. Kropka. Skąd ta dziewiątka? Mamy na początku 5 zestawów i każdy pokazujemy 3 razy czyli w ciągu dnia jest 15 sesji („Jak Nauczyć Małe Dziecko Czytać”, Bydgoszcz 1992, s.141). Skąd ta dziewiątka? Może z matematyki. W drugim etapie matematyki („How to teach Your Baby Math”, NewYork 2005, s.119) kiedy do sześciu sesji dziennie z kropkami dokładamy działania w ilości 3 sesje to razem mamy dziennie 9 sesji. Może stąd ta dziewiątka. W każdym razie według mnie bałagan informacyjny na stronie jest duży i dużo jest niedopowiedzeń.

Ważne jest też, że Doman zwraca szczególną uwagę na to, żeby nie skupiać się zbytnio na aspektach technicznych. W książce „How to Multiply Your Baby’s Intelligence” jest osobny rozdział na ten temat: The Magic is in Your Child … and in You, s.371 („Magia jest w Dziecku … i w Tobie”). Aspekty techniczne są najmniej ważne. Nie skupiaj się na technikach. Magia jest w Dziecku i w Tobie. Nie w technikach. Doman w swoich książkach tłumaczy jak zrozumieć swoje Dziecko, jak pomagać mu (a czasem po prostu nie przeszkadzać) w rozwoju, jak pójść za naturalnymi zdolnościami każdego z nas i naszych Dzieci. Wykłada szczegółowo filozofię życia i rozwoju młodego człowieka. Ze strony www Szkoły Talentów wynika natomiast, że wystarczy zakupić doskonale przygotowane materiały, pójść na kurs a potem oddać Dziecko do przedszkola stosującego „metodę Domana” i odbieramy o 17.00 geniusza.

Tekst z filmu: „Doskonałą pomocą przy uczeniu dzieci czytania globalnego są książeczki zaproponowane przez Szkołę Talentów. Książeczki … „. Pewnie, że tak. Ale nie zaproponowała ich Szkoła Talentów tylko Doman a właściwie przed nim inne Mamy uczące swoje Dzieci czytać. Podstawowa i całkiem możliwe, że wystarczająca, ich cecha to DUŻA CZYTELNA CZCIONKA („Jak Nauczyć Małe Dziecko Czytać”, Bydgoszcz 1992, s.27).

Film, minuta 2:10
Pokazywanie książki w piaskownicy: Na pewno pomaga to w rozwoju i jest doskonała zabawą i uczy Dzieci czytania ale gdyby miało mieć coś wspólnego z „metodą Domana” to nie otwieram stronę i opowiadam przez 10 sekund o tym co jest na obrazku i nie rozmawiam z Dziećmi co widzimy tylko czytam i pokazuję tak szybko jak potrafię stronę z tekstem (obrazka nie widać), potem przewracam stronę i pokazuję obrazek. I tak w kółko.

Jest jeszcze jeden aspekt wielokrotnie podkreślany przez Domana, którego na stronie Szkoły nie zauważyłem w ogóle. Doman radzi, żeby pokazać Dziecku po zakończonej sesji jak bardzo się z tego cieszymy że nasze Dziecko czyta i jak bardzo je kochamy. I jednocześnie przestrzega przed nagradzaniem. Może nie starczyć nagród. Każdy Rodzic wie jak to robić. Ja osobiście za każdym razem jak sesję się uda doprowadzić do końca to nie bardzo mogę się powstrzymać od wyściskania syna. Jak to się ma do pokazywania w grupie przedszkolnej w piaskownicy?

Film, minuta 3:00
Pani kładzie na podłodze dwie karty, w tym kartę ze słowem „lecą”, zostawia ją na podłodze a sama wstaje i udaje lecącego ptaka machając infantylnie łapkami. Po chwili Dzieci pokazują prawidłowe słowo. Doman przestrzega przed odgrywaniem takich scenek. Dziecko już w wieku 2 lat a całkiem możliwe że znacznie wcześniej słyszało tysiące razy słowo „lecieć” w różnych sytuacjach i doskonale wie co ono oznacza. Pokazujemy słowo pisane oku Dziecka i słowo mówione uchu Dziecka i nie odgrywamy scenek rodzajowych. To nie teatr pantomimiczny ani język migowy. Poza tym, pokazując scenkę sami sobie w ten sposób stwarzamy przeszkody. Mówienie trwa 0,5 sekundy, scenka 10 sekund. To kolosalna różnica. Różnica, która rozwala cały efekt.

Poza tym na filmie pierwsze pokazujące prawidłową odpowiedź Dziecko na pewno pokazuje to co myśli ale ostatnie może już iść za grupą nie patrząc wcale na kartę.

Film, minuta 3:37 i chyba 1,05 czy cos
W tej grupie Dzieci nauczone są powtarzać powoli słowa, które widzą. Przed tym Doman tez przestrzega. Pisze, że nie należy uczyć powtarzania bo utrudnia to czytanie. Znacznie utrudnia. Czytanie i mówienie to dwie niezależne czynności. Umiecie śpiewać piosenkę i jednocześnie czytac książkę? Taki może być efekt prawidłowego stosowania „metody Domana”. A umiecie grać utwór muzyczny, na przykład duet z koleżanką (z nut albo bez) i jednocześnie rozmawiać o wczorajszej pogodzie? Taki może być efekt prawidłowego stosowania „metody Suzuki”. A umiecie jedną ręką pisać wiersz a drugą malować obraz? No nie, sorry, przesadziłem, wiem. Widziałem to na filmie ale był to film sf a nie dokument pedagogiczny. Taki żart. Chociaż jak pisze Makoto Shichida człowiek pierwotny używał tylko prawej półkuli, człowiek z poprzednich, nie tak odległych epok używał tylko lewej półkuli (dlatego ciągle mamy kłopoty z emocjami) a współczesny człowiek zaczyna używać jednocześnie obu. Jeżeli to prawda to za parę lat zachowanie typu lewą ręką tworzę wiersz ze słów na papierze a prawą obraz z kolorów na płótnie może już nikogo nie dziwić.

Na oduczenie powtarzania ja osobiście znalazłem prostą metodę, która w sumie wynika bezpośrednio z zaleceń Domana – pokazuj karty szybciej, wtedy Dzieci nie będą miały czasu ani nie będą chciały marnować energii na przeciągane powtarzanie a na filmie pani wyraźnie czeka aż wszystkie dzieecii wyyypooowieee-dząąąą zdaaa-nieee doo oos-taaat-nieee-gooo słooo-waaa. (film, minuta 3:37)

Obrazki w pokazywanych książkach są niejednoznaczne niestety. Jeżeli przeczytamy „How to Give Your Baby Encyclopedic knowledge” to jednym z zaleceń jest jednoznaczność obrazu. Dobrym sprawdzianem (mój pomysł) jest pokazanie obrazu dorosłym i poproszenie, żeby powiedzieli co widzą. Jeżeli powiedzą „kruk” a na poprzedniej stronie jest słowo „kruk” to jest ok. Jeżeli będą mówić „czarny ptak” albo „kawka na łące” albo „obraz olejny” to może oznaczać, że obraz nie jest jednoznaczny.
Film, minuta 3:29 czy na tym obrazku widać „wymyśla zabawę”?

Film, minuta 3:45
Tu pokazany jest tylko obrazek i do tego czytany tekst, który dla Dzieci jest niewidoczny. Po chwili pokazany jest ten sam obrazek jednocześnie z tekstem. U Domana zdanie (słowo) jest niezależne od obrazu – są na osobnych stronach i pokazywane są po kolei, najpierw zdanie (słowo) a potem obraz. Pokazujemy zdanie i je czytamy a potem pokazujemy obraz.

Film, minuta 3:57
Tekst z filmu: „Rodzic powinien zastosować metodę tak często jak jego czas mu na to pozwala ale nie rezygnować nawet wtedy kiedy jest bardzo zajęty. Wystarczy 5 minut, które poświęcimy dziecku w sposób aktywny, kreatywny, będziemy z nim pracować z kartami i powtórzymy to dwa, trzy razy dziennie. Jeżeli ktoś zastosuje metodę tylko raz dziennie wieczorem i tak na pewno jakieś efekty uzyska. Nie ważna jest ilość czasu tylko jakość tego czasu i sposób w jaki będziemy pracować ze swoim dzieckiem.”
To oczywiście prawda ale stwierdzenia, że nie jest ważna ilość czasu nie ma nigdzie w książkach Domana. Tak mi mówi moja pamięć.

Tekst z filmu „Według mnie najcenniejszym w metodzie globalnego czytania jest fakt, że dzieci uczą się czytać łatwo i potem kochają czytanie. Sięgają po książkę chętnie bo kojarzy im się z zabawą, poznawaniem świata. Wypływa to z naturalnej potrzeby dziecka poznania świata słowa pisanego.”
No pewnie, że tak. Tylko znowu miksujemy Domana z czytaniem globalnym. Obydwie metody maja wspólne elementy ale nie są identyczne. Szkoła według mnie stosuje elementy czytania globalnego lekko i swobodnie podpierając się nazwiskiem Doman.

Film, minuta 5:07
Widzicie jak dziecko przeciąga słowa. A pamiętacie jak Tomek Luński przeczytał zdanie o jego Tacie, brzuchu i piwie i jak zanim zdążył wypowiedzieć pierwszą linijkę już się śmiał z ostatniego słowa? („Jak nauczyć Małe Dziecko Czytać”, s.36 i „What to Do About Your Brain-Injured Child”) Czytanie jest znacznie szybsze od mówienia. Mówienie przeszkadza w czytaniu. Nie mieszajmy tych dwóch rzeczy a Dzieciom będzie łatwiej i zabawniej.

No dobra, powiedzmy, że obrazki nie muszą być jednoznaczne bo to nie bity inteligencji („How to Give Your Baby Encyclopedic knowledge”, Doman, Doman, Aisen, NewYork 2005) tylko luźne ilustracje ale tu znowu odchodzimy trochę od „metody Domana”. Zasady dotyczące obrazów (kart, bitów) są w sumie przedstawiane we wszystkich książkach Domana jako zasady odnoszące się do uczenia w ogóle.

Nie ma też nic na stronie Szkoły o zasadach, które Doman bardzo szczegółowo omawia, takich jak „Zawsze skończ zanim twoje Dziecko będzie chciało skończyć” albo „Jeżeli nie bawisz się świetnie i twoje dziecko nie bawi się świetnie – przerwij. Robisz coś źle.” Nawet jeżeli te zasady są zachowane dla kupujących zestawy (jako instrukcja) i dla uczestników kursów (w formie mówionej) to na filmie widać ich przeciwieństwo i jeżeli ktoś najpierw obejrzy film a potem się dowie, że są jakieś zasady to może być różnie.

Tekst ze strony (zakładka wydarzenia):
„Pokazując dzieciom wyrazy można ilustrować ich znaczenie np. udając dźwięki wydawane przez zwierzęta (“tygrys”, “konik”, “papuga”…), pokazując czynności podczas prezentacji czasowników (“goni”, “skubie”, “łaskocze”…), pokazując mimiką i odpowiednim tonem głosu emocje (“smutny”, “zdziwiona”…)”

No właśnie Doman pisze, żeby unikać takich infantylizacji. Słowo pisane + słowo mówione i koniec.

„Zabawa w szkołę jest ciekawym pomysłem dla 3-5 letnich dzieci. Można też zamieniać role: dziecko może uczyć swoje pluszaki”

No tak zabawa w szkołę jest fajna. Jasne. Co ma piernik do wiatraka?

„Dzieci często same zaczynają bawić się w pokazywanie prezentowanych wyrazów. … sprawia im to wiele radości, dzięki czemu łatwiej zapamiętują słowa.”
To prawda. Powiedziałbym nawet że bardzo często. Prawie zawsze. To jeden z fajnych elementów całej zabawy.

Zestawy do nauki czytania: 1 poziom.
3 książeczki
152 karty z pojedynczymi wyrazami i wyrażeniami (wyrażenia jak widać na zdjęciach to np. na księżycu, w namiocie, przed snem)

W książeczkach są tylko krótkie zdania (3-4 wyrazy) a etapy w „metodzie Domana” są następujące:
1 pojedyncze wyrazy
2 wyrażenia dwuwyrazowe
3 krótkie zdania
4 rozbudowane zdania
5 książki

Książeczki w tej formie stosuje się na trzecim i czwartym etapie tego procesu Według Domana, nie według Szkoły Talentów – pomieszane są etapy z oryginału). Tutaj książeczki złożone są tylko z prostych, krótkich zdań czyli dotyczą etapu 3go. Zdanie z 4go etapu to np. „Duży słoń pije żółte mleko” („Jak nauczyć … czytać” Bydgoszcz, 1992, s.159) albo „The elephant is drinking soup” („How to … Intellinence”, New York 2005, s.252)
Zauważcie, że w polskim tłumaczeniu nie zgadza się dosłownie zdanie ale zgadza się długość zdania, ilość słów i poziom skomplikowania gramatycznego i składniowego.
A można też pójść dalej: „Wojtek pije sok pomarańczowy z czerwonego kubka” („Jak nauczyć … czytać” Bydgoszcz, 1992, s.158)

Z opisu 1 poziomu: „5 , 10 lub 15 słów tygodniowo”.
U Domana jest 5 nowych słów dziennie czyli 35 tygodniowo jako minimum. Razem ze słowami, które pokazywane były już wcześniej każdego dnia pokazujemy minimum 25 słów w 5 sesjach dziennie.

Zestawy do nauki czytania: 2 poziom.
3 książeczki (te same?)
154 karty.

Znowu mamy tak samo krótkie słowa (na karcie 30×10 nie zmieści się „lokomotywa”) czyli wg Domana to jest ciągle 1szy etap – i właściwie słusznie bo w 1szym etapie potrzebne są setki kart a nawet, dla zaangażowanych rodziców – tysiące. Doman pisze, że do 1go etapu najlepiej się przygotować robiąc 200 kart zanim pokażemy pierwszą sesję. Według harmonogramu podanego w książce „Jak nauczyć .. czytać” wystarcza to na maksymalnie 200/5 czyli 40dni a może zabrać miesiąc albo i mniej. Jedna z podstawowych zasad Domana brzmi „nigdy nie nudź dziecka”. Materiał należy pokazywać szybko i szybko wymieniać karty na nowe. Szybko wymieniać tzn. pokazywać więcej nowych kart dziennie i więcej odkładać oraz wymieniać karty po krótszej ilości sesji czyli nie pokazywać jednej karty przez 15 sesji (3 sesje dziennie x 5 dni) tylko na przykład przez 12 sesji (3 sesje dziennie x 4 dni).

Ze strony. O kursie.
Kurs zgodny z metodą Glenna Domana
obejmuje wszystkie etapy nauki:
[…]
„Nie oczekujmy, że dziecko zacznie czytać na głos. Głośne czytanie może spowalniać naukę, pogarsza rozumienie tekstu i zmniejsza radość czytania. Jeśli jednak dziecko chce to robić, nie należy mu zabraniać.”
Święta prawda. Ale na filmie jest inaczej.

Że o wymiarach kart nie wspomnę. Takich wymiarów nie ma nigdzie w żadnej książce Domana. To jest w 100% wymysł Szkoły Talentów. Tak na marginesie to jest po prostu przecięty wzdłuż na pół format A4.

Ze strony.
Co wyróżnia serię „Umiem czytać”?
[…]
*) Zgodnie z zaleceniami Domana dla dzieci poniżej 18 miesięcy pokazujemy najpierw własnoręcznie zrobione karty z większą czcionką (ok. 7,6 cm).

Powyższe zdanie powstało ze streszczenia trzech strony rozdziału „Najlepszy wiek żeby zacząć”. Na s. 186 rozpoczyna się część „Rozpoczynanie z małym dzieckiem (18 mies do 30 mies)” a kończy na s.189 i niestety moje panie nie ma tam nic o wielkości czcionki ani o własnoręczności w przygotowywaniu kart.
To samo dotyczy kolejnego tekstu na stronie sklepu w opisie zestawu poziomu 2:
Oto on:
Dlaczego uczymy czytać małe dzieci?

wczesne czytanie rozwija mózg dziecka,
dziecko lepiej radzi sobie w szkole,
czytanie globalne zapobiega dysleksji,
im młodsze dziecko, tym łatwiej i szybciej się uczy,
otwieramy przed dzieckiem fascynujący świat wiedzy.
[por. G. Doman, J. Doman “Jak nauczyć małe dziecko czytać”, s. 17-25, 1992]

Na stronie 24 pojawia się tylko w trochę innej formie zdanie 4te z powyższych:
„To naprawdę zdumiewające, że tyle czasu zajęło nam zrozumienie tego, że im młodsze jest dziecko gdy uczy się czytać, tym łatwiej będzie czytało i tym lepiej będzie czytało.

Ode mnie: Parę zdań niżej Doman pisze co to znaczy długo: „zrozumienie tego […] zajęło dwadzieścia lat całemu zespołowi różnych specjalistów. Ode mnie: Doman rozpoczął badania w 1941 a książka została opublikowana 1963. „Zaczęliśmy naprawdę uczyc małe dzieci czytać w 1961” s.24

na stronach 17-25 nie żadnego z pozostałych 4ch stwierdzeń.
A w całej literaturze Domana nie znalazłem NIC o zapobieganiu dysleksji ani radzeniu sobie w szkole. Oczywiście że wczesna edukacja pomaga w tych dziedzinach ale Doman się nimi nie zajmował. Może dlatego że było to oczywiste, może z innych powodów. Pracował z logopedami i terapeutami mowy ale takich stwierdzeń jak powyżej nie ma w jego książkach. Nigdzie tez nie używa nazwy „czytanie globalne”

Szkoła Talentów delikatnie mówiąc bardzo uprościła jeden z wątków całej twórczości Domana i pomieszała go z innymi pomysłami nie wspominając słuchaczom o tym zabiegu.

Tak samo jest w prezentacjach dotyczących matematyki (zakładka prezentacje), które nijak nie przypominają Domana a opatrzone są zdaniem „oparte o metodę Glenna Domana”.
I znowu cała książka „How to teach Your Baby Math” została uproszczona do paru zdań:
Są oparte o metodę Glenna Domana, która zakłada, że pokazujemy dzieciom ilości zamiast liczb. Oglądając prezentacje głośno mówimy cyfry i równania (są w lewym górnym rogu). Prezentacje można ściągnąć i zmieniać kolejność slajdów przy kolejnym odtwarzaniu. Optymalnie jest pokazywać dziecku każdą prezentację 3 razy dziennie przez pięć dni. Więcej na ten temat: How to Teach Your Child Math: Glenn Doman

Na szybko:
1. U Domana na kartach nie ma żadnych obrazków typu samochodziki, lodziki czy inne cuda. Na kartach Domana są TYLKO czerwone kropki.
2. Podpowiedz dla Rodzica (napisana liczba, którą Rodzic czyta) znajduje się na drugiej stronie. Wszystko zgodnie z założeniami Domana musi być pokazane w przejrzysty sposób, szczerze i zgodnie z prawdą. Jeżeli pokazujemy ILOSC „trzy” to na karcie po stronie dziecka są TYLKO trzy kropki.
3. Doman radzi unikać schematów przewidywalnych dla dziecka bo to nudzi dziecko i jeżeli wie co będzie za chwilę to rezygnuje z oglądania. A tu same schematy! Wszystko po kolei : liczby 1,2,3,4,5 albo 11,12,13,14,15,16 itp. Działania: 4+0, 4+1, 4+2, 4+3, … zgadnijcie jakie będzie następne 🙂
4. Liczba zero pokazywana w szkole Talentów pokazywana jest jako OSTATNIA czyli po liczbie sto. Poakzujemy karty z kropkami zaczynając od 1,2,3,4,5, kolejno dodajemy codziennie nowe i odkładamy te pokazane już kilka lub klikanaście razy i pod koniec tego etapu pokazujemy 98, 99, 100 i 0 na samym końcu.
5. W matematyce Domana nie pokazujemy ilości zamiast liczb tylko pokazujemy najpierw ilość a w kolejnych etapach również liczby. Dokładnie: liczby (opisane znakami: 0,1,2,3,4,5,6,7,8,9) też od 1 do 100 i na końcu zero pokazujemy w etapach czwartym i piątym.
6. To znowu nie jest program optymalny tylko program MINIMUM.

No to tyle. Tak na szybko.
Pozdrawiam.

P.S.
Nazwa IAHP to skrót od The Institutes for the Achievement of Human Potential
a nie od ___ Institutes for the Achivement of Human Potential
I znowu to samo – niby nic nie znacząca różnica. Ale ja uważam, że każdy szczegół ma znaczenie. A nawet jeżeli nie, to dwa błędy w jednej nazwie to chyba przesada. I to w nazwie instytucji, która dała wam podobno błogosławieństwo na działania na całej Ziemi Słowiańskiej. W nazwiskach członków własnych rodzin mam nadzieję, że nie robicie błędów.
Dla tych, którzy nie wierzą – oryginał z błędami poniżej.
Dwa błędy w nazwie IAHP

2 thoughts on “Doman po polsku cz.1

    • Wszystkie Karty, których używałem lub używam robię sam. Niestety na polskim rynku cały czas jest mało dostępnych gotowych kart. Poza tym jeżeli robisz samodzielnie karty to znacznie zwiększa to możliwości podążania za potrzebami Dziecka. Wszytko co robisz jest wtedy odzwierciedleniem ‘kierunku zwiedzania’ wytyczonego przez Dziecko. Nie zmuszasz do oglądania tego co akurat masz, bo tak było w zestawie. I nie wyrzucasz jeżeli karty się nie przydają.
      Cenowo wychodzi albo tak jak jest w zakładce SKLEP albo jeżeli masz czas i możliwości zakupów hurtowych to mniej więcej połowa tej ceny. Plus paliwo, koszty cięcia, twój czas itp itd. Jest parę możliwości jeżeli chcesz zmniejszyć cenę. Możesz robić karty z czegokolwiek albo na przykład pisać słowa na papierze xero A4 złożonym na pół. Wtedy ich wytrzymałość jest niska a zużywalność bardzo wysoka. Kupujesz tylko pisak za jakieś 10zł, ryzę papieru za jakieś 18zł i dawaj do boju!
      Możesz kupić 100 arkuszy B1 gramatura 450g/m2 w hurtowni papieru i wstępnie pociąć przy zakupie, na przykład na pół w poprzek żeby dało się przewieźć tramwajem. Do tego nóż taki jak do cięcia tapet za 11zł, linijka za 12zł i do boju! Możesz kupić pocięty papier u mnie. Możesz w końcu wygooglować i kupić gotowe zestawy na przykład na allegro. Z moich obserwacji wynika, że najlepiej kupić gotowe, pocięte papiery i samemu pisać. No może z wyjątkiem pierwszego zestawu dla Noworodków. W tym zestawie jest dużo malowania bo czcionka gruba a Noworodek chwyta wszystko i nie musisz się przejmować czy będzie chciał czytać kartę JASIO nawet jeżeli ma na imię MARYSIA. Serio.
      Jeżeli nie próbowałeś jeszcze to na początek weź zwykłe A4, kup najtańszy nietoksyczny czerwony pisak (jak Dziecko starsze to czarny) i popróbuj sam co działa a co nie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *